Ojczyzna.pl  

 

 

Ks. dr  Stanisław Koczwara

 

Starożytne podstawy chrześcijańskiej wizji Europy

Jana Pawła II.
 

 

 

 

 

 

"Czy zapytaliście, czemu Cicero?
Paweł? lub Sokrat? Tych słów rzekłszy parę,
Żyją…Do dzisiaj cię za piersi bierą
A ty, choćbyś im nierad, dawasz wiarę"

 

                           Cyprian Kamil Norwid, Wielkie słowa

 

 

 

                                                    Podczas II specjalnego synodu biskupów w 1999 roku poświęconego Europie, uczestnicy zgromadzenia mieli okazję zapoznać się z książką ks. Mario Spezzibotlianiego pt. "Jan Paweł II – Proroctwo dla Europy". W jej wstępie między innymi czytamy, że papież "Miłością uczestniczy od wewnątrz w historii Europy (…) Ta obecność (…) pozwala mu odkryć, docenić i poddać pod rozwagę wszystkich, każdy, nawet najdrobniejszy krok naprzód w długim i żmudnym procesie budowania wymarzonej Europy – zjednoczonej, wolnej, solidarnej i pojednanej, która nie będzie tylko Europą rynków, ale przekształci się w Europę narodów, obywateli, mężczyzn i kobiet, aby stawać się coraz bardziej jedną wielką "Europą ducha". I dalej we wstępie czytamy, że najgłębszym źródłem inspirującym papieża do takiej obecności w życiu europejskiego kontynentu była "misja prorocka" realizowana przez niego z taką wytrwałością, iż autor nie zawahał się uznać go za jednego z "założycieli" Europy, "za zwiastuna i (…) proroka nowej Europy dnia dzisiejszego i jutrzejszego" .

 

Istotnie, śledząc niezliczone wypowiedzi papieskie dotyczące budowania "wspólnego europejskiego domu" dokonywane słowem, piórem i czynem stwierdzić należy, że Jan Paweł II umiał nie tylko kierować zdarzeniami, zapobiegać złu, wytwarzać dobro, ale potrafił tworzyć wypadki naprawdę historyczne, przeszkody pobudzały go tylko do twórczego czynu celowego, wyznaczonego od zarania chrześcijaństwa, czyli budowania królestwa Bożego (civitas Dei). Fundamentem tej budowy jest Osoba Jezusa Chrystusa. Z nim związane jest nierozerwalnie orędzie o godności człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże, odkupionego przez Zbawiciela, ażeby człowiek stał się - jak mówi Norwid – Boga sąsiadem.

 

Liczne wezwania papieża: "Europo, otwórz drzwi Chrystusowi!"; "odnajdź samą siebie", "bądź sobą", "powróć do swych początków", "odnajdź swoją duszę", a wreszcie: "odkryj swe korzenie", kazały mi nadać temu wykładowi rys starożytny, pozwalający odkrywać wespół z Janem Pawłem II te antyczne korzenie, z których wyrosła zarówno Europa, jak i nauczanie papieskie. Stąd motto wykładu jasno określające jego cel.

 

Więc tym wykładem, na chwilę z papieżem i Europą w dziejów głębokość poglądnijmy, by zapoznać się raz jeszcze z duchem starożytności, bo bez niej nie byłoby ani nauczania papieskiego, ani chrześcijańskiej Europy, i aby nim karmić własne siły na drodze budowania cywilizacji miłości.

 

 

A. Antropocentryzm zakorzeniony w Bogu.

 

Gdybyśmy jednym zdaniem mieli określić ducha antyku, to bardzo trafnie ujmuje rzecz Proudhon, gdy powiada, że "byt moralny grecko-rzymskiej kultury wyraża się w nieustraszonym uczuciu czci Boskiej i ciągłym poczuciu godności człowieka". One równoważąc się bez końca dają świętą proporcjonalność triady Prawdy, Dobra i Piękna. Owa triada stanowi fundamenty uniwersalnego pojęcia ludzkości – humanitas, tkwiące głęboko w duszy grecko-rzymskiej.

 

Przypatrzmy się najpierw pierwszemu członowi naszej triady – Prawdzie. "Bóg jest Prawdą, posiada prawdę i głosi ją. W Bogu jest prawda i w prawdzie jest Bóg". A człowiek najbardziej upodabnia się do Boga, gdy mówi prawdę. Z Prawdy wyrosła potężna i kwitnąca gałąź, czyli nauka grecka, będąca dotąd mistrzynią dla świata nowożytnego.

 

Skoro z Boga i na chwałę Boga jest wszelka nauka pojęta jako zdobywanie mądrości, bo Bóg objawia się w Prawdzie, to człowiek z wolnej woli wprzęgnięty w jej słodkie jarzmo, jedna sobie przyjaźń z Nim, a to wynosi go na boski stopień bytowania. Wyrazem tej boskości jest w świecie myśli stworzenie filozofii, będącej jedyną w swoim rodzaju formą, w jakiej przejawiał się grecki geniusz przekonany o swej uniwersalności.

 

Ale dla ludzi antyku doskonałym filozofem był nie ten, kto tylko zdobył prawdziwą wiedzę, ale kto umie ją zastosować w życiu. I tu dotykamy drugiego elementu boskiej triady mianowicie Dobra (agathoid). Słowa: "służyć należy dobru i starać się być lepszym, by podobać się bóstwu" były nie tylko podstawą etyki obecnej w prawodawstwie Grecji VII w. prz. Chr., ale były wyrazem przekonania, że ziarno dobra można znaleźć w naturze samego bytu. Nic dziwnego, że Sokrates modlił się mówiąc: "(Zeusie) Panie, daj nam dobro, nawet bez naszej prośby, nie daj nam zła, nawet na naszą prośbę"; Platon dopowie: "gdyż Bóg jest Dobrem i tylko dobro od niego pochodzi"; a ukoronują rzecz całą stoicy: "Skoro dobro jest jedno, to samo przez się wystarcza do życia szczęśliwego".

 

To przekonanie o godności człowieka, tkwiącej w jego dobrej, wolnej woli, pozwoliło chrześcijanom obronić zdolność człowieka do wolnego wyboru dobra ze względu na nie samo, mimo przyjęcia faktu, że po upadku Adama ta ludzka wola doznała skażenia.

 

I ostatni już człon triady: boskość objawia się w Pięknie. C.K. Norwid snując rozważania o greckim wyrażeniu "piękna" (kalos) i rzymskim (pulcher) powiada, że tego pierwszego używało się w znaczeniu "dobre" i "zacne", zaś drugie w znaczeniu "wszechchrobrości". Z nich wywiódł genialnie myśl, że "piękno kształtem jest miłości", a ta jest odźwierną nieśmiertelności. Połączył zatem nasz Wieszcz grecką koncepcję piękna polegającym na upodobnieniu się do bóstwa, z chrześcijańską wizją człowieka stworzonego przez Boga na swój obraz i zakorzenił to w boskim archetypie wszystkiego co piękne, promieniującego przez swoje ziemskie obrazy. Zatem Prawda, Dobro i Piękno są prostymi drogami do Boga, który jest Miłością. Więc gdy starożytny Psalmista, wnosząc swój myślowy zaczyn w ludzkość, stawia Bogu w jej imieniu pytanie: "Cóż jest człowiek, że nań pamiętasz i go tak wielmożysz? Uczyniłeś go mało co mniejszym od samego Siebie, chwałą i czcią go obdarzyłeś", to odpowiedź znajduje w greckiej myśli Protagorasa: "człowiek jest miarą wszechrzeczy". Cały świat ześrodkowany jest w człowieku. Nie należy bać się tego stwierdzenia wypowiedzianego przez sofistę hołdującego relatywizmowi; potraktujmy je na razie roboczo, jako odpowiedź człowieka do czasu, "gdy przyszła nareszcie chwila ciszy uroczystej. Stało się – między ludzi wszedł Mistrz Wiekuisty, I do historii, która wielkich zdarzeń czeka, dołączył bijografię każdego człowieka".

 

"chwilę uroczystą" zapowiadał już Platon, który odwracając intencje Protagorasa przez stwierdzenie, że "Bóg jest miarą wszystkiego", proroczo wskazał na nadejście Logosu, nie na skutek ludzkich jedynie wysiłków, ale z boskiej inicjatywy. Chrześcijaństwo, które przejęło tę grecką myśl o człowieku, umieściło ją na trwałe w boskim Logosie – Słowie, które jest przyczyną świata i odkupiło ten świat. Dało tym samym odpowiedź, jak Bóg widzi człowieka: "Tak Bóg umiłował świat (ześrodkowany w człowieku), że Syna swego Jednorodzonego dał, aby wszelki, kto wierzy weń, nie zginął, ale miał życie wieczne". Oto odpowiedź Boga na pytanie Psalmisty, będąca jednocześnie wezwaniem, by człowiek odpowiedział na tę miłość Stwórcy i chciał mieć w niej swój udział. Do tego zachęca papież Leon Wielki, gdy mówi: "Agnosce o Christiane, dignitatem tuam" (Poznaj swą godność chrześcijaninie. Stałeś się uczestnikiem boskiej natury). Tę samą myśl wypowiada św. Augustyn: "Radujmy się, staliśmy się nie tylko chrześcijanami, ale Chrystusem". A Grzegorz z Nazjanzu, który jak mało kto był spadkobiercą tego wszystkiego, co w greckiej myśli warte było odniesienia do człowieka powie: "A skąd to masz, że jesteś synem Bożym i współdziedzicem Chrystusa, a odważę się nawet powiedzieć, że i bogiem – skąd to wszystko wziąłeś i od kogo?". Odpowiada mu Grzegorz z Nyssy, Ojciec Kościoła skąpany w antyku: "Stajesz się dzieckiem Boga, dzieckiem cnoty i "obrazem Chrystusa" wtedy, gdy Go przyjmujesz".

 

Nie mógł nie znać tych słów Jan Paweł II i dlatego zaczerpnął ze skarbca myśli antycznej i poświęcił pierwszą swoją encyklikę Chrystusowi i człowiekowi odkupionemu przez Niego. Przewodni motyw jakim jest godność człowieka śmiało możemy uznać za naczelny w całym pontyfikacie papieża z Polski. Człowiek jest jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego. Od chwili poczęcia jest przeznaczony do tego, by wyraziło się i "urzeczywistniło" w pełni jego człowieczeństwo na miarę daru, jakim jest bycie człowiekiem. W Chrystusie – Słowie Wcielonym – Stwórca wzywa każdego do uczestnictwa w swym boskim życiu. Korzystając z myśli św. Ireneusza mówiącej, że "chwałą Boga jest żyjący człowiek" (Gloria Dei vivens homo), wysuwa papież postulat, by wszystkie urządzenia społeczne afirmowały tę transcendentną definicję człowieka i widziały w nim szczególne dobro wspólne każdej ludzkiej społeczności. Dzięki takiemu pojmowaniu człowieka, antyczna definicja o nim jako mierze wszechrzeczy, potraktowana przez nas roboczo, wyzbywa się swej relatywności i nabiera waloru Osoby, "która jest miarą godności człowieka". Człowiek nosi tę miarę z sobą wszędzie, w każdym systemie ekonomiczno-politycznym, społecznym i dzięki niej staje się Osobą-Drogą, którą winien kroczyć Kościół, naród, państwa, Europa. Podejmując ową centralną ideę, chrześcijaństwo nada jej własną interpretację przedstawiając Chrystusa w roli boskiego wychowawcy człowieka. Kształtowanie człowieka, jego morphosis nie oznacza li tylko nauczania doktryny chrześcijańskiej, ale świadome dążenie do zrozumienia zasady rozwoju osobowości człowieka tak, by spełniał najwyższe wymaganie stawiane przed nim, a nim jest imitatio Christi, czyli ukształtowanie w nim Chrystusa. Stąd płyną papieskie słowa o człowieku, którego nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. Są one propozycją również i wobec niechrześcijan: przyjmijcie widzenie osoby ludzkiej przez Chrystusa, spojrzyjcie na nią przez Jego pryzmat a rozwiną się ziarna prawdy o człowieku, jakie tkwią i w waszych religiach w życiodajne pąki. Jest to propozycja wolna od jakiejkolwiek arogancji, za to głęboko ekumeniczna, pomocna i twórcza przy tworzeniu wspólnie cywilizacji miłości, która ostatecznie nie jest niczym innym, jak prawdziwą "humanizacją świata".

 

Tak wygląda fundament chrześcijańskiej wizji Europy Jana Pawła II o rysie klasycznym, do którego nawiązuje również unijny projekt dotyczący konstytucji dla Europy. Ten ostatni niestety jest z gruntu ułomny, bo w swym odniesieniu do antyku wydaje się zapominać celowo o chrześcijaństwie, które nie tylko przejęło i zachowało dziedzictwo kulturowe grecko-rzymskie, ale je pobudziło do życia ożywczymi soki swej własnej myśli (paidei) mającej trwały, życiodajny wpływ na historię i kulturę tworzącej się w jego łonie Europy późniejszych wieków aż do dziś. Wyrzeknięcie się zatem chrześcijańskich korzeni jest poniżeniem i zdradą ze strony każdego, kto się uznaje za Europejczyka.

 

 

B. Afirmacja człowieka źródłem jego praw.

 

W swoim przesłaniu do uczestników europejskiego Kongresu naukowego nt. " Ku konstytucji europejskiej", jaki miał miejsce w Rzymie w czerwcu 2002 roku papież Jan Paweł II stwierdził, że aby nowy porządek prawny służył "pomnażaniu dobra wspólnego, musi uznawać i chronić te wartości, które stanowią najcenniejsze dziedzictwo humanizmu europejskiego". I jak przystało na twórczego dziedzica tychże wartości, wydobył ze skarbca kultury naszego kontynentu to wszystko, co ukształtowało tożsamość europejską, która zdecydowanie oscyluje wokół godności i praw osoby ludzkiej. Chcąc, na wzór papieża, po trosze być twórczym wobec tego dziedzictwa, wymienię ich siedem, w dalekim nawiązaniu do darów Ducha Świętego i do antycznego w istocie systemu siedmiu sztuk wyzwolonych, które pokazywały człowiekowi jego miejsce w świecie tak, by mógł podziwiać jego piękno. Sztuki te pokazane alegorycznie na ścianie zachodniej fasady katedry w Chartres świadczą o tym, co myśl ludzka jest w stanie dokonać, gdy jest wolna czynnie, gdy szanowane są prawa człowieka w tym znaczeniu, że nierozerwalnie towarzyszą im obowiązki.

 

 

 

1. Prawo do pracy.

 

To prawo zakorzenione w woli Bożej wyrażonej słowami: "czyńcie sobie ziemię poddaną" od początku wytyczyło dwutorowość pracy ludzkiej – fizyczną i umysłową. Utarło się jednak przekonanie, że świat grecki tę pierwszą miał w lekceważeniu i pogardzie. Przyczyną tego była wypowiedź arystokraty Platona o szkodliwym wpływie na umysł człowieka pracy rzemieślniczej, przykuwającej go wyłącznie do warsztatu. Zapomniano jednak powiedzieć, że Platon krytykował w tym zdaniu pracę nastawioną wyłącznie na zysk. Właściwszą duchowi greckiemu zatem będzie myśl Hezjoda, który lekkoduchom w rodzaju jego brata Persesa powie: "Do pracy niemądry Persesie. Praca żadna nie hańbi, jeno bezczynność" Dopełni to później św. Paweł, gdy powie: "Kto nie chce pracować, niech nie je". To wszystko przez co człowiek czynił sobie ziemię poddaną pocie swego czoła, czyli praca na roli, łowiectwo, handel, pasterstwo, rzemiosło, poezja, muzyka, taniec wymagało prawa do uświęcenia poprzez religię, a to wyrosło z poczucia obowiązku, by nie zagubić w tym wszystkim swego człowieczeństwa. Podziwiać można starożytny cykl świąt ogólnopaństwowych poprzez które otrzymywała praca najwyższe uświęcenie w ofiarowywaniu jej na chwałę bogom a tym samym podniesieniu ludzkiej duszy ku bóstwu. Było to jakieś odczytanie prawdy, że człowiek jest obrazem Boga także poprzez pracę, bo przez nią odzwierciedla działanie samego Stwórcy świata, a owoc tego działania był dobry.

 

Chrześcijaństwo podjęło ten trud dwutorowości pracy. Uczyło od początku, że praca fizyczna ma czynić ziemię poddaną człowiekowi, który winien przekształcać ją tak, by zapewniała mu niezależność materialną dającą samodzielność i świadomość wolności; zaś praca umysłowa, której apogeum będą z czasem stanowić średniowieczne uniwersytety, na których wykuwa się geniusz człowieka, miała mu przypominać, że "nie samym chlebem żyje człowiek". Tak więc twarde trzymanie się ziemi i umysł sięgający ponad nią pozwalały człowiekowi być sobą w osiąganiu wyznaczonego mu celu, którym jest życie w krwioobiegu Trójcy Świętej. To stanowi motyw przewodni zarówno encyklik papieskich dotyczących pracy, jak i licznych wystąpień w trakcie swoich podróży apostolskich i to nie tylko w Polsce. W ich świetle prawo do pracy i godziwe za nią wynagrodzenie łączą się ściśle z obowiązkiem dbania przez samego człowieka o to, by bardziej "był" niż "miał" i by nie stał się dobrowolnym niewolnikiem pracy, która zniewala. Dziś, gdy wielu młodych Polaków, ale nie tylko, opuszcza ojczyznę w poszukiwaniu pracy, jest to szczególnie ważne, bowiem narażeni są na to, o czym mówi Norwid: "Wrócicie kiedy? – i którzy? I jacy? –

 

Z śmiertelnych prób
W drugą Syberię: pieniędzy i pracy
Gdzie wolnym grób".

 

By tak nie było, winien każdy pamiętać, że pracować trzeba nie tylko z potem dłoni lub grzbietu, lecz także z potem swego Czoła, czyli obowiązku nieustannego myślenia, jak nie zatracić siebie. Stąd konieczność znajomości antycznego postulatu uświęcenia pracy przez religię upominającą się o prawo do świętowania czyli twórczego wysiłku umysłu, by praca była nie tylko dla zysku, ale na chwałę Bogu i ku podniesieniu własnej duszy.

 

 

2. Prawa rodziny

 

"Naturalnym prawem i powołaniem człowieka jest życie rodzinne (…) Ono bierze swój początek w miłości mężczyzny i kobiety, bierze także swój początek w Bożej tajemnicy (…) Boskie "My" jest przedwiecznym prawzorem ludzkiego "my", tego przede wszystkim, jakie mają stanowić mężczyzna i kobieta stworzeni na obraz i podobieństwo Boga samego".

 

Ta niezwykle głęboka wypowiedź Jana Pawła, kazała mu niejako wyjść naprzeciw wszelkim zagrożeniom dotykającym, zwłaszcza dziś, stabilności rodziny i przeciwstawienia się próbom zepchnięcia jej na margines lub wręcz zlikwidowanie jej społecznego znaczenia. Papież, jakby proroczo odczytał współczesne trendy antyrodzinne i podał program "prorodzinny" w postaci "Karty Praw Rodziny", domagający się szybkiej i zdecydowanej realizacji. Akcenty tychże praw rozłożył papież równo: na samą rodzinę i na wszelkie instytucje i urządzenia państwowe, którym zaleca biskup Rzymu obowiązek szczególnej troski o nią. Rodzina zatem winna stale wracać do owego boskiego "My" jako swego prawzoru, natomiast odpowiadający za urządzenia państwowe i ustawy, takie choćby jak konstytucja europejska, winni je rozpoczynać od zapewnienia rodzinie należnego jej miejsca. Jest to nawiązanie do antyku, gdzie przysłowiowym stało się stwierdzenie, że "od Hestii rozum rozpoczynać karze". A ta była niczym innym, jak uosobionym ogniskiem domowym (Eurypides, Faeton) Ów żywy płomień ogarniał skupionych przy nim i w nim ludzi ciepłym kręgiem bezpieczeństwa w nieprzyjaznym świecie i przechowywał ich człowieczeństwo. Świętym był każdy, kto zasiadał przy tym ognisku. Od niego zaczynał się dzień pracy mężczyzny na zewnątrz domu i kobiety w jego zaciszu. Ognisko to wyznaczało zadania należne małżonkom i zachęcało, by stali się rodziną podług słów: "Człowiek uczestniczyć winien w wiecznym życiu natury, zawsze pozostawiając po sobie dzieci, aby mogły one służyć bogu za niego" (Platon, Prawa, s. 773E).
Z tego punktu widzenia małżeństwo było sakramentem (mysterion). Geniusz chrześcijański sprawił, że starożytny grecki obyczaj, "obrobiony" wskazaniem Apostoła Narodów (Ef. 5, 32) o głębokim związku między małżeństwem a tajemnicą Chrystusa i Kościoła, uczyni z rodziny na zawsze kolebkę życia i miłości. Papieżowi, spadkobiercy i stróżowi owego starożytnego depozytu pozostało tylko przypomnienie rządzącym i wielkim tego świata, żeby podjąć poprzez środki ekonomiczne, kulturę, ustawodawstwo wspieranie rodziny, bo ona jest pierwszym miejscem "humanizacji" osoby i społeczeństwa.

 

 

3. Prawo kobiety do bycia ikoną Maryi.

 

Celowo oddzieliłem prawa kobiety od praw związanych z rodziną, chociaż odwieczna, pełna prawda o człowieku mówi, że "mężczyzną i niewiastą stworzył ich Bóg". Dlaczego tak uczyniłem okaże się na końcu tego wywodu.

 

Zaraz na początku swego listu apostolskiego Mulieris Dignitatem (O godności i powołaniu kobiety) papież powiada, że jest to odwieczny temat refleksji ludzkiej i chrześcijańskiej. W nawiązaniu do nauki Soboru Watykańskiego II stwierdza, że dzisiaj jest czas, w którym niewiasta swoim wpływem promieniuje na społeczeństwo i uzyskuje władzę nigdy dotąd nie posiadaną, a w chrześcijańskiej religii mając od początku szczególny status godności, może wydobyć te możliwości, które stanowić mogą znakomitą propozycję dla innych religii i kultur. Papież daje też niezbędny "horyzont" dla rozważania godności i powołania kobiety. Jest nim Maryja (Theotokós), dzięki której każda kobieta odkryć może sekret godnego przeżywania swej kobiecości, a świat zobaczyć piękno, "które odzwierciedla najwznioślejsze uczucia do jakich zdolne jest serce ludzkie: całkowitą ofiarę miłości, moc, która potrafi znieść największe cierpienia, bezgraniczną wierność, niestrudzoną aktywność, umiejętność łączenia wnikliwej intuicji ze słowem pociechy i zachęty". To wszystko sprawia, że dziś, gdy tak podkreśla się prawa kobiety do równouprawniewnia z mężczyzną, trzeba pamiętać, że polegać ma ono nie na maskulinizacji" kobiety, czyli przyswajaniu sobie męskich atrybutów, ale na rozwoju tego istotnego "kobiecego" bogactwa, które decyduje o jej oryginalności tak dalece, że przez całe dzieje człowieka na ziemi przechodzi okrzyk zachwytu mężczyzny na widok osobowych zasobów kobiecości, będących właściwym wyrazem "obrazu i podobieństwa Bożego" w niej. I znowu Mistrzem w takim spojrzeniu na kobietę jest Jezus Chrystus. On zrodzony z Niewiasty jest po wszystkie czasy rzecznikiem godności kobiety i jej powołania zwłaszcza do macierzyństwa, które jest jej szczególnym przywilejem a to dlatego, że zawiera ono w sobie tajemnicę życia, które dojrzewa w niej samej. Z tego wynika, że nikt tak jak matka nie jest zwrócony do konkretnego człowieka – dziecka. To jest cecha, która charakteryzuje całą osobowość kobiety. Od niej przede wszystkim zależy samo człowieczeństwo nowego człowieka; kobieta jest w tym bardziej twórcza niż mężczyzna.

 

To jest odwieczna nauka Kościoła, która wyróżnia ją na tle doktryn innych religii, a która oparta została na fundamencie kultury klasycznej. Powtarzam: to życiu helleńsko-rzymskiemu zawdzięczamy wywyższenie kobiety. Gdy świat judejski modlił się: "bądź pochwalony wiekuisty Boże nasz, Władco świata, żeś mnie nie stworzył kobietą", i czynił z niej rzecz, to Rzymianka z dumą powtarzała słowa: "ubi tu gaius, ibi ego gaia", czyli "gdzie ty będziesz panem, tam ja będę panią". Tak więc zaród równości mężczyzny i kobiety w kulturze ludzkiej odnajdujemy w antyku grecko-rzymskim a nie w świecie semickim, który w swojej pragrzybni jest antykobiecy, jakby dalekie echo słów biblijnych o diabelskiej nienawiści do niewiasty. Chrześcijaństwo w tej kwestii od początku odcięło się od judaizmu, a poszło drogą wyznaczoną przez grecko-rzymski żywioł, czego wyrazem było wyraźne oddzielenie dziewiątego przykazania Dekalogu mówiącego o żonie, od dziesiątego dotyczącego mienia mężczyzny. Oto dlaczego osobnym punktem potraktowałem prawa kobiety w niniejszym wywodzie, mianowicie, by iść drogą wyznaczoną przez chrześcijaństwo. Ono w swej starożytnej szacie, mając też różne wzorce kobiety w świecie grecko rzymskim: królowej w monarchiach, obywatelki w arystokratycznej republice, czy baby w demokracji, wybrało ten pierwszy. Wynosząc zaś w Maryi boski pierwiastek kobiecy na najmożliwszy ze szczytów, na wieki dało swój żywotwórczy wzorzec Piękna.

 

 

4.Prawo do wierności sumieniu.

 

W liście z okazji Roku Rodziny (1994) papież zawarł myśl mówiącą o tym, że dzisiaj ludzkość uświadamia sobie coraz wyraźniej godność człowieka, który posiada wolność i sumienie. Dzięki nim człowiek w sposób odpowiedzialny może uczestniczyć w życiu społecznym i nie ulega temu wszystkiemu, co chce zniekształcić w nim to, co prawdziwie jest dobre i piękne.

 

Owocem prawego sumienia jest przede wszystkim nazywanie po imieniu dobra i zła. "Więc wszystko, co godzi w życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja, dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, wysiłki w kierunku przymusu psychicznego; wszystko co ubliża godności ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą; a także nieludzkie warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a nie jak wolne odpowiedzialne osoby", sumienie każe nazwać grzechem.

 

Dziś Polsce, Europie i światu potrzeba ludzi sumienia, którzy by w tym sanktuarium Bożego głosu spotkali się z Duchem Prawdy, przekonującym ich samych i świat o grzechu, by podjęli zmaganie się z wielorakim grzechem w oparciu o ten głos i byli mu wierni bez względu na to, ile to kosztuje. Bowiem tylko ludzie prawi dają dopiero obowiązującą moc prawu ludzi.

 

To prawo do postępowania podług sumienia jest tym bardziej aktualne, im bardziej usiłuje się doprowadzić do zaniku prawości ludzkich sumień i stępienia ich zdrowej wrażliwości na dobro i zło. Prawo to jest więc jednocześnie obowiązkiem, szczególnie w przeszłości antycznej opieczętowane męczeńską krwią wiernych swemu sumieniu.

 

Zatem słowa starożytnej mądrości, które niżej przytaczamy obowiązują w każdym czasie każdego, kto naprawdę chce być człowiekiem.

 

"Wszystko sumiennie oceniaj, niech rozum ci będzie woźnicą (…)
Sen twoich powiek niech nigdy nie sklei, nim zważysz u siebie
Każdy krok minionego dnia, zanim powiesz sobie
Com zrobił złego, com zdziałał, a jakąm zaniechał powinność.
Od pierwszego zaczynaj punktu, kolejno przechodząc
Dalsze i jeśliś co złego popełnił, to żałuj, a ciesz się.
Jeśliś żył, jak należy. W tej pracy się ćwicz i pokochaj
Trudy łamania się z sobą – to droga do boskiej dzielności"

 

 

5. Prawo do wiedzy.

 

Trafnie zauważył św. Augustyn, że kto zakazywał chrześcijanom nauczać i uczyć się mądrości od starożytnych, ten był prześladowcą Kościoła. Nie bał się też starożytny pisarz chrześcijański powiedzieć o filozofach greckich, że byli chrześcijanami czasów poprzedzających Chrystusa i partycypowali w jego odwiecznym "poznacie Prawdę a ona was wyzwoli". Jego Namiestnik na ziemi te słowa uczynił fundamentem encykliki Veritatis splendor będącej wezwaniem, by prawo do rzetelnej wiedzy o Bogu i człowieku uczynić obowiązującym także w Europie, gdzie niestety rozpanoszył się relatywizm i wiedza , która nadyma. Prowadzi to do rozłamu między wiarą a rozumem, a w konsekwencji do nijactwa cywilizacyjnego, gdzie sprawność intelektualna ogranicza się do tego, co użyteczne w obowiązującej poprawności politycznej. O takich ludziach znawca myśli helleńskiej Grzegorz z Nazjanzu trafnie napisał, że "trzeba uważać ich za nieuków, pragnących, żeby wszyscy byli tacy jak oni, bo wtedy w powszechnym nieuctwie ukryłaby się ich własna głupota, a oni mogliby uniknąć zarzutu braku wykształcenia".

 

Prawdziwie europejskie wykształcenie musi być klasyczne, bo tylko ono jest w pełni humanistyczne. To jest prawo i obowiązek, zwłaszcza dla uniwersytetów katolickich, jeśli mają uprawiać wiedzę w blasku prawdy zawartej w słowach papieża, iż dla Kościoła drogą jedyną pozostaje zawsze człowiek. W przeciwnym razie będzie to, o czym mówi Norwid, że: "Humanitarnego we wszystkim kształcenia się pokolenie to zaniechało, ucząc się specjalnostek mechanicznych. Aż oto jednego razu Historia głosem wielkim zapytała o LUDZI. Zapytała owego, który sprzedał był wielkie tradycje prac za mechaniczne uzdolnienia do robienia wątpliwotrwałych pieniędzy. Zapytała go: "Co zrobiłeś Kainie z trupem brata twego człowieka?! I znalazłoż się też dużo ludzi? – i znalazłże się człowiek w tej Europie?".

 

 

6. Prawo do patriotyzmu.

 

"Pierwszym słowem, wypowiedzianym w milczeniu i na klęczkach, był pocałunek tej ziemi: ojczystej ziemi (…) Pocałunek złożony na ziemi polskiej ma jednak dla mnie sens szczególny. Jest to jakby pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską". Te słowa papieża – Syna polskiej ziemi pokazują, że on sam jest dla nas jakimś upersonifikowanym słowem zawierającym w sobie przebogatą treść o prawach i obowiązkach miłowania ojczyzny w odniesieniu do całej Rodziny Narodów. W jego osobie skupiła się zatem kwintesencja patriotyzmu polskiego, który da się ująć, trawestując nieco słowa Norwida: rodem – Wadowiczanin, sercem – Polak, talentem bycia człowiekiem – świata Obywatel. Na tak pojęty patriotyzm "pracowało" całe tysiącletnie dziedzictwo Polski, dwutysiącletnie Kościoła i sięgające zamierzchłych czasów źródlisko grecko-rzymskie. Na takim też podłożu ma być budowana nowa Europa, jeśli ma być w dalekiej przyszłości ojczyzną ojczyzn.

 

Zaczerpnijmy zatem z tego źródliska. Sokrates – mistrz cnoty poucza nas:

 

"Czy też taki z ciebie mędrzec, a nie dojrzałeś, że od matki i ojca, i od innych przodków wszystkich cenniejsza jest ojczyzna i większej czci godna, i świętsza i we większym zachowaniu jest u bogów i u ludzi myślących, i czcić ją potrzeba, i ustępować jej, i czołem bić przed ojczyzną, kiedy się gniewa nawet, raczej niż przed ojcem, i albo ją przekonywać , albo robić, co ci każe, i znosić, jeżeli coś znosić poleci, a cicho siedzieć, choćby cię bito i więziono, i wiedziono na wojnę, na rany i na śmierć; masz to robić, bo tego wymaga sprawiedliwość, i nie wolno ci się usuwać z pola, ani rzucać szyków, ale i w wojnie, i w sądzie, i wszędzie indziej robić masz, co ci każe państwo i ojczyzna, albo ją przekonywać, co jest właściwie sprawiedliwe: ale gwałtu zadawać się nie godzi ani matce, ani ojcu, ani tym mniej ojczyźnie".

 

Kto rzymski chce poznać patriotyzm, niech tylko przypomni sobie wezwanie: "pro Patria consummor" (udoskonalam się dla ojczyzny) i słynne Horacjuszowe "pro Patria mori" (umieram za ojczyznę) zawierające w sobie chwalbę cnoty (virtus) w różnych jej aspektach – rodzinnym, publicznym i obywatelskim.

 

Kościół od początku ze czcią pochylił się nad tą ideą i podniósł miłość Ojczyzny do rangi obowiązku płynącego z IV Przykazania: "obowiązkiem naszym jest kochać ojczyznę" (adamanda igitur Patria est).

 

To są podwaliny na wskroś uniwersalnej myśli o patriotyzmie odnoszącej się do każdego wiana ojczystego. By ją pojąć, są – jak mówi Norwid – "drogi dwie wyrozumienia, Przez wiedzę jasną lub skryte cierpienia". Miłości ojczyzny zazwyczaj towarzyszy cierpienie, które można za nią ofiarować nadając mu tym samym najgłębszy wymiar zbawczy. Chrystus cierpiał, gdy patrzył na mury Jerozolimy, bo była mu matką, która wiele wycierpiała i miała wycierpieć, bo jej synowie nie poznali czasu jej nawiedzenia. Jego Namiestnika dosięgła kula zamachowca, także za to, że swą posługą Piotrową zabiegał o należne miejsce Ojczyzny w Rodzinie Narodów. Wiedząc, że Ojczyzna ma prawo do miłością szczególnej, wołał w jej imieniu na oczach całego świata przez cały trudny okres 1982 rokudo Matki Zbawiciela: "przyjmij taką moją modlitwę, nabrzmiałą cierpieniem, Ty, która jesteś Królową Polski – i wy, święci patronowie mej Ojczyzny!".

 

Za papieżem z Polski winni powtarzać wszyscy chrześcijanie, także w Europie: "Boże daj nam zachować tę samą miłość Ojczyzny, tę samą gotowość służenia jej sprawom jaka objawiała się w minionych pokoleniach".

 

Kto jest europejczykiem ten w kolejnym przesłaniu papieża odnajdzie najistotniejszy wątek patriotyzmu. Tym przesłaniem jest osoba Józefa Bilczewskiego, którego beatyfikował nasz papież, a kanonizował już Benedykt XVI. Ten wielki arcybiskup Lwowa, który odrzucając ciasny nacjonalizm, próbujący z miana ojczyzny wyrwać czynnik konstytutywny, nadprzyrodzony oraz potępiając szermowanie pustymi hasłami kosmopolityzmu, daje jasne wskazania dla wierzących:

 

"Chrześcijanin doskonały musi być doskonałym patriotą; i nie jest doskonałym chrześcijaninem, kto wedle myśli Bożej nie miłuje swego narodu doskonale (…) Tylko w ojczyźnie i przez praworządne państwo ojczyste zaspokaja najlepiej swoje potrzeby duchowe, moralne, społeczne, osiąga najwyższy stopień ładu, bezpieczeństwa i dobrobytu. "Gdzie miłość ojczyzny gaśnie, tam przychodzą czasy łotrów i szaleńców" (…) Miłość ojczyzny nakazem jest rozumu, serca, wiary. Miłość ojczyzny jest największym bogactwem, najwyższą siłą moralną narodu, najżyźniejszym gruntem, na którym rośnie kultura. Toteż Kościół katolicki wdrażał stale tę cnotę swoim wiernym, by mogli, skąpani łaską wiary, dalej ją prowadzić i rozwijać tworząc dzięki niej swoje życie narodowe i państwowe z myślą o nagrodzie wiecznej".

 

 

7. Prawo do męstwa.

 

Chrześcijaństwo w Europie przypomina dziś Wieczernik. Są w nim Apostołowie mający prawdę o boskości ich Mistrza i Jego Zmartwychwstaniu, ale zamknięci w nim – jak mówi św. Jan – "z obawy przed Żydami". Ta prawda o Zmartwychwstaniu, z natury swej obiektywna i uniwersalna sama z siebie, domaga się prawa do mężnego jej wyznawania i upublicznienia. Do tego potrzebny jest jednak Sprawca tego daru Święty Duch. Jego wiew sprawił, że Piotr i pozostali Apostołowie mężnie ogłaszają tę obiektywną prawdę, która brzmi: "Tego Jezusa Bóg wskrzesił i uczynił Panem". Obiektywność tego historiozbawczego wydarzenia nabrała uniwersalnego charakteru z chwilą, gdy dotarła do uszu i serc przedstawicieli narodów obecnych wówczas w Jerozolimie. To trwa przez wieki w pochodzie dziejowym ludzkości rozświetlając drogi człowiecze i nadając im sens. Mamy więc prawo jako europejczycy do publicznego głoszenia i mężnego bronienia obiektywizmu i uniwersalizmu Odkupienia, w które wrosła zdrowa myśl narodów europejskich, wobec coraz bardziej bezczelnych zakusów subiektywizmu i partykularyzmu jakichś reżyserów unijności, zazwyczaj anonimowych., którzy za zasadę kluczową jedności kontynentu uznają ateizm życia publicznego. Dlatego konsekwentnie nie chcą pamiętać, że budowanie jedności kontynentu trzeba oprzeć o ciągłość pokoleń, o całość myśli ludzkiej i dążą na wszelkie sposoby, by wyeliminować religię, zwłaszcza chrześcijańską z życia narodów i z serca człowieka. Bywa często i tak, że ci, którzy urządzają życie publiczne narodów europejskich, a są chrześcijanami, wyznającymi prywatnie prawdę obiektywną o zbawieniu człowieka, właśnie przy budowie wspólnego domu europejskiego okazują się publicznymi ateuszami, ulegającymi subiektywnej modzie "materializmu" antyreligijnego, wbrew postawie minionych pokoleń, żyjących prawdą, że wiara jest rzeczą najbardziej publiczną ze wszystkich rzeczy, które dotyczą człowieka. Jest to rodzaj schizofrenii politycznej, lub jak kto woli zwykłe tchórzostwo, którym są dotknięte tzw. elity polityczne, w tym niestety i polskie. A tymczasem chrześcijanin pomny na wezwanie Psalmisty ma być świadom, że dzięki męstwu staje się mocarzem "przypasującym miecz swój do biodra i wstępującym na rydwan w obronie wiary" mającej przenikać wszystkie dziedziny życia ludzkiego i w jej imieniu niejako powiedzieć słowami Terencjusza: "nic co ludzkie nie jest mi obce". Jest to tym bardziej konieczne, że jak pisze papież w encyklice o Duchu Świętym (Dominum et vivificantem) "na horyzoncie naszej epoki mnożą się <znaki śmierci>: upowszechniła się praktyka – niekiedy przybierająca charakter prawie zinstytucjonalizowany – odbierania życia istotom ludzkim jeszcze przed ich narodzeniem lub przed nadejściem śmierci naturalnej". I dalej pyta papież: "Czyż z ciemnych stron cywilizacji materialistycznej, a zwłaszcza owych znaków śmierci, które mnożą się w obrazie społeczno-historycznym, w ramach którego ta cywilizacja powstała, nie podnosi się nowe, mniej lub bardziej świadome wołanie o Ducha, który daje życie?". A zatem pod działaniem Ducha mamy prawo i obowiązek mężnie się tym znakom śmierci przeciwstawić i wbrew oficjalnym oświadczeniom o areligijnym czy nawet ateistycznym charakterze życia publicznego starać się ze wszystkich sił budować życie zbiorowe w Europie na etyce klasycznej, chrześcijańskiej, bo bez niej Europy po prostu nie będzie.

 

Tak oto podałem garść myśli Namiestnika Chrystusa, a Zbawiciel przez starożytnych został nazwany Pedagogiem świata. Wybrać z tych myśli te nasiona, które wydają się być najżywotniejsze, to było moim zadaniem. Wybrawszy, należało je organicznie połączyć ze sobą, aby tworzyły całość, a nie zbiór niezgodnych ze sobą urywków, gdyż tylko całość posiada siłę rozrodczą. Miałem w tym swój ukryty cel, który pragnę teraz ujawnić. Otóż dziś, gdy trwa wyraźnie przesilenie historii, a prawda i fałsz, piękno i brzydota stają na równi w tzw. prawach człowieka, jakie propagują reżyserzy unijni, uznałem za stosowne dotknąć je w ucho mieczem Piotrowym i to tak, aby każdy usłyszał o co w nich idzie. A idzie o odrzucenie Chrystusa w historii ludzkiej a w konsekwencji o zniszczenie człowieka przez to, że diabelski model świata pokaże się mu jako atrakcyjny i warty zabiegów. Kto ma wzrok Boży od razu to pozna. Po czym? W katedrze w Orvieto jest fresk malarza renesansu Signorellego przedstawiający antychrysta. Występuje on w postaci Chrystusa. Pokazuje ręką na serce, z którego buchają płomienie. Jego uśmiech dobroci jest jakby zaprawiony grymasem ironii. Ale to, co odbywa się na krawędzi obrazu świadczy kim jest: oprawcy klęczą na piersiach swoich ofiar, duszą je związanym w pętlę powrozem albo podnoszą noże do ciosu. I tak jest z unią. Obraz piękny, ubrany w prawa człowieka, tolerancję, dobrobyt, dający niezwykłe szanse rozwoju całych społeczeństw. Ale popatrzeć trzeba na margines tego obrazu, bo tam tkwi prawda o nim. A nań zostały zepchnięte, kultura klasyczna i chrześcijaństwo i na marginesie zabija się nożem aborcji dzieci nienarodzone, a skalpelem eutanazji starców i pętlą wścibskiej biurokracji wykańcza się wolność indywidualnych ludzi do myślenia i działania w imię tzw. praw człowieka.

 

Mając na uwadze zamach na życie człowieka od zarania aż do naturalnego końca jego na tej ziemi, mamy prawo za naszym Wieszczem, parafrazując nieco jego słowa, dopowiedzieć przenikliwą wizję Signorellego:

 

"Europa (patrz Unia Europejska) jest to stara wariatka i pijaczka, która co kilka lat robi rzezie i mordy bez żadnego rezultatu ni cywilizacyjnego, ni moralnego. Nic postawić nie umie – głupia jak but, zarozumiała, pyszna i lekkomyślna, (…) na jeden cal postępu nowego i samodzielnego w niczym nie zrobiła i całą jej wartością jest to tylko, że zdobycze przeszłości uwulgaryzowała i podeptała źródła, z których żyje, wyobrażając sobie, iż tworzy człowieka na obraz i podobieństwo swoje, jak jeden Bóg!".

 

Tak więc, gdy papież w spojrzeniu na człowieka czerpie ze źródła nasion starożytnych i za normę człowieczeństwa głosi Chrystusa, to unijni budowniczowie, parweniusze wobec kultury klasycznej, wolą czerpać z pustych wiader, okazując całkowitą arogancję wobec papieskiej wizji Europy i usiłują swój model narzucić narodom europejskim w sposób bezczelny tylko dlatego, że rozporządzają siłą władzy. Skutek tego jest taki, że ogół obywateli staje się jedynie przedmiotem eksperymentów ekonomiczno-politycznych. Tymczasem obywatele, zwłaszcza chrześcijanie, którzy są świadomi, że starożytne korzenie Europy dają im prawo do bycia podmiotem wszelkich poczynań politycznych, chcą należeć do twórców życia zbiorowego i położyć własne zasługi, zwłaszcza na polu myśli, prawdy, piękna i dobra, czyli tych iskier, które decydują o człowieczeństwie.

 

O tym, że papieska wizja Europy jest ignorowana niebagatelną rolę odgrywa też fakt, że żaden z przywódców europejskich państw nie dorównuje osobie papieża. Posługując się językiem Norwida jest to lokajstwo, oczywiście różnych stopni; od psychopatycznego z Półwyspu Iberyjskiego, poprzez zaczadziałego dwustuletnią nienawiścią do chrześcijaństwa francuskiego, aż do naszego rodzimego, które zamiast, jak przystało na rasowych mężów stanu, zastanawiać się nad tym, jak z charakteru polskiego wykrzesać walory polityczne, to uległo doktrynerskim zabiegom przystosowania tego narodowego charakteru do jakiejś z góry narzuconej formy superpaństwa niby europejskiego. A przecież cywilizacja grecko-rzymska uprawiana na chrześcijańskim podłożu, która jest źródliskiem polskości, pozwoliła nam pierwszym w Europie wypracować ideę narodu, więc czemu nie zaproponować polskości jako czegoś oryginalnego, ubogaconego jeszcze niezwykłym pontyfikatem Rodaka, który dał nam przykład, jak promować w świecie polskie dziedzictwo?

 

Potrzeba tylko znajomości polskości i wiary w siebie, a nie "dworszczyzny, która z wysokimi tradycjami sakramentów – narodu jest niezgodna i niższa od pojęć chrześcijańskiej Rzeczypospolitej Polskiej".

 

Skoro zatem kordem Piotrowym dotknęliśmy poczynań unijnych , mamy też prawo dotknąć ucha ludzi Kościoła, na których barkach przede wszystkim spoczywa obowiązek by "między Kościołem mającym do zaofiarowania Europie najcenniejsze dobro, jakiego nikt inny nie może dać, czyli wiarę w Jezusa Chrystusa, źródło nadziei, która nie zawodzi" a narodami Europy panował dialog. Jego szczerość sprawdza się po tym, że narody te winny odpowiedzieć: "Ty o Panie zmartwychwstały i żywy, jesteś wiecznie nową nadzieją Kościoła i ludzkości, prawdziwą nadzieją człowieka i historii. (…) W Tobie i z Tobą możemy dotrzeć do prawdy, nasze życie ma sens, wspólnota jest możliwa, a różnorodność staje się bogactwem".

 

Niestety część spośród ludzi Kościoła uprawiająca w nim rodzaj eurodewocji papieską wizję chrześcijańskiej Europy redukuje do Unii i usiłuje traktować jako oręż do walki z tymi, którzy unijne struktury zła nazywają po imieniu. Ich poczynania przypominają po trosze te z opowiadania Norwida "Ad leones", gdzie rzeźbom przedstawiającym męczenników chrześcijańskich z czasów Domicjana odjęto krzyże. Zamiast nich wręczono im staroegipskie klucze mające symbolizować już nie chrześcijan, lecz samą walkę z lwami. Aż zjawia się bankier, wiadomego pochodzenia, który stwierdził, że zamiast lwa widzi kufer, a skoro męczennica trzyma klucz do niego, to grupę całą trzeba nazwać Kapitalizacją. I dodaje nasz Wieszcz: "jak to wszystko, co się poczyna z dziewiczego natchnienia myśli, musi tu być sprzedanym za …30 SREBRNIKÓW".

 

Tak więc, gdy na polu myśli, prawdy, piękna i dobra nie ma charakteru nawet wśród niektórych ludzi Kościoła, my wróćmy do starożytności i odwołajmy się raz jeszcze do Ojców Kościoła, u których godność człowieka jest zakorzeniona w obrazie Chrystusa i w tajemnicy Wcielenia. Ono zbawcze apogeum wobec człowieka osiąga w Krzyżu i jest jednocześnie prawdziwym kluczem Europy. Jan Paweł II czerpiąc z tego powie, że Chrystus mocą swą  "działa w historii i pomaga w budowie ludzkiej społeczności, a miłość nadaje wysiłkom ludzkim nieprzemijającej wartości".

 

A skoro mowa o miłości, to w świetle encykliki naszego papieża Benedykta XVI "Bóg jest Miłością" (Deus Caritas est) winniśmy z dziedzictwa naszych dziejów przypomnieć raz jeszcze i odczytać akt Unii Polsko-Litewskiej z Horodła z 1413 roku:

 

"Nie dozna łaski zbawienia, kto się na miłości nie oprze. Miłość jedna nie działa marnie: promienna sama w sobie, gasi zawiści, osłabia urazy, daje wszystkim pokój, łączy rozdzielonych, podnosi upadłych, gładzi nierówności, prostuje krzywizny, wspiera każdego, nie obraża nikogo i ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, znajdzie się bezpiecznym i nie ulęknie się niczyjej groźby. Miłość tworzy prawa, rządzi królestwami, zakłada miasta, prowadzi do dobra stany Rzeczypospolitej, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci. Dlatego też my zebrani, prałaci, rycerstwo i szlachta, chcąc spocząć pod puklerzem miłości i przejęci pobożnym ku niej uczuciom, niniejszym dokumentem stwierdzamy, że łączymy i wiążemy nasze domy i rody, nasze rodziny i herby…".

 

"Ten swoisty hymn o miłości obu Narodów, akt w niczym nie osłabiający indywidualności jednego i drugiego, był dziełem triumfu miłości Chrystusa". I winien być naszym polskim wkładem w jedność Europy, a w jej ustawach ma stanowić zasadniczy ich zręb, jeśli na odrzwiach europejskiego domu ma zajaśnieć pełnym blaskiem dewiza widniejąca w starożytnych domostwach: "Wejdź dobrym, wyjdź lepszym!"

 

 

Ks. dr  Stanisław Koczwara