Benoît Duteurte
La soutane et la Twingo
(Sutanna i Twingo)
Fragment artykułu zamieszczonego we Figaro magazine z 01-06-2002
...Wybrałem jednak powrót do domu piechotą mimo późnej pory. Wzdłuż niekończącego się chodnika jedna po drugiej, witryny sklepów informatycznych, galerie sztuki, butiki ze starociami, kilka bistro w trakcie przebudowy na sklepy z odzieżą; naliczyłem również pięć agencji bankowych...
Odgłos moich kroków rozlegał się w opustoszałej ulicy. Spostrzegłem, że rzeczywiście ruch był niewielki; poczułem się jak XIX wieczny bohater przemierzający paryskie ulice.
Nagle, otworzyły się jakieś drzwi miedzy biurem France Telekom i agencją ubezpieczeniową "Przyszłe życie".
Nie rozbudzony ze snu o minionej epoce, zobaczyłem wynurzającą się na chodnik zaokrągloną sylwetkę księdza. Jego czarna sutanna sięgała prawie do ziemi. Miał na nogach skarpety, sandały, przepasany pasem z tkaniny zatrzymał się na moment i rozejrzał, jakby chciał upewnić się czegoś. Wyrastająca z białego celuloidowego kołnierzyka głowa człowieka młodego, obficie uwłosiona nie wzbudzała żadnych wątpliwości - wszystko wydawało się wskazywać, ze chodzi o księdza tradycjonalistę. Obserwowałem z ogromnym zainteresowaniem te zabytkowe resztki zaginionego świata, odnalezione pomiędzy sklepem artykułów biurowych a hamburgerem. Za nim, z budynku wyłoniła się para młodych ludzi. Kończąc najwyraźniej wspólnie z księdzem spędzony tutaj wieczór wymieniali ostatnie na jego temat uwagi. Przechodząc obok nich uchwyciłem "w locie" kilka zdań:
-
Ksiądz:
- Wpadnijcie zatem któregoś dnia obejrzeć moją plebanię.
- Kobieta:
- Tak czy inaczej, to bardzo mile z twojej strony, że byłeś z nami tego
wieczora. Dobrze by było gdybyś mógł przyjechać na spotkanie absolwentów
naszej szkoły.
- Nie mogę pozostawić moich skautów podczas pielgrzymki do Chartres.
Wyprzedziwszy ich o następne kilka metrów, dyskretnie odwróciłem głowę i zobaczyłem oddalającego się pewnym krokiem duchownego, wierzącego w Boga i istnienie diabła.
Przechodząc przez ulicę uniósł lekko sutannę, by machinalnie wydobyć z kieszeni mały przedmiot, który następnie wyciągnął przed siebie i skierował w stronę zatoki dla samochodów. W odpowiedzi, reflektory zaparkowanego tam Twingo błysnęły dwukrotnie. Zrozumiałem, że tym to, banalnym gestem obrońca liturgii łacińskiej zrobił użytek z kluczyka do swojego auta.
W swoją czarną suknię wcielił całą wolę stawiania oporu "nowoczesności", jednakże jego "karoseria" człowieka nowoczesnego była do tego stopnia dominująca, że ksiądz ten nie przypominał już kreatury z odległych czasów, a raczej był podobny do stylizowanej latarni, podczas gdy inni przypominają raczej butik z hamburgerami.
Jak od niechcenia, ksiądz wsunął się w przód samochodu, zapiął pas, opuścił szybę i "podkręcił" głośniej głos Radia Notre-Dame, po czym ruszył w kierunku bulwaru Saint-Michel, krzycząc do swojego kolegi: zadzwonię do ciebie w sprawie modemu. Na pewno będziesz zadowolony z dojścia do Internetu poprzez kabel...
Benoît Duteurte
Dzięki, Panie Marianie,
+Zbyszek