Robert Fisk
Obłuda, nienawiść i wojna z terroryzmem
Jeśli atak na USA był atakiem na "cywilizację", dlaczego Muzułmanie nie mają uważać ataku na Afganistan, jako ataku na Islam?
8 listopada, 2001
"Powietrzna kampania"? "Siły koalicyjne"? "Wojna z terrorem"? Jak długo jeszcze będziemy cierpliwie znosić te kłamstwa? Nie ma żadnej "kampanii" – jedynie bombardowanie z powietrza najbiedniejszego i najbardziej załamanego kraju świata, przez najbogatszy i najbardziej zawansowany technicznie naród na świecie. Żaden MIG nie wystartował w powietrze, aby walczyć z amerykańskimi B-52 czy F-18. A jedyna amunicja w powietrzu ponad Kabulem wystrzelana jest z rosyjskich działek wyprodukowanych około 1943 roku.
Koalicja? Nich podniesie rękę ten, kto widział Luftwaffe w powietrzu nad Kandaharem, bądź włoskie lotnictwo, lub francuskie lotnictwo ponad Heratem. Czy choćby lotnictwo pakistańskie. To Amerykanie bombardują Afganistan, nie licząc kilku podrzuconych pocisków brytyjskich. Rzeczywiście, "koalicja"!
No i ta "wojna z terrorem". Kiedy zaczniemy bombardować półwysep Jaffna (Sri Lanka). Albo Czeczenię – którą pozostawiliśmy już w krwawych łapach Władimira Putina? Tu przypomina mi się masywna bomba terrorystów, która wybuchła w 1985 roku w Bejrucie – miała zabić Sayeda Hassan Nasrallaha, duchowego inspiratora Hezbollahu, który teraz pojawił się znowu na amerykańskiej liście śmierci – i która oszczędziła Nasrallaha, ale zmasakrowała 85 niewinnych libańskich cywilów. Kilka lat później, Carl Bernstein ujawnił w swej książce "Veil" (maska, zasłona), że za zamachem stała CIA po tym, jak Saudyjczycy zgodzili się na finansowanie operacji. I teraz – czy prezydent USA George Bush będzie polował na odpowiedzialnych za zamach morderców z CIA? Pewnie, jak cholera!
Tak więc, dlaczego wszyscy moi kumple z CNN i Sky oraz BBC wciąż wyskakują z "kampanią powietrzną", "siłami koalicyjnymi" i "wojną z terrorem"? Czy oni myślą, że ich widzowie wierzą w tę paplaninę?
Na pewno nie Muzułmanie. Faktycznie, nie musisz być nawet długo w Pakistanie aby zorientować się, że pakistańska prasa przedstawia nieskończenie bardziej prawdziwie i wszechstronnie historię "wojny" – publikując prace lokalnych intelektualistów, historyków i opozycyjnych pisarzy, wraz z komentarzami Talibów i prorządowymi wypowiedziami, jak również analizami zachodnich syndykatów prasowych – niż The New York Times; i trzeba pamiętać – to wszystko w wojskowej dyktaturze.
Wystarczy, że spędzisz kilka tygodni na Bliskim Wschodzie i subkontynencie, aby dojść do tego, dlaczego wywiady Toniego Blaira w "al-Jazeera" i "Larry King Live" nie mają żadnego oddźwięku w tym ogromie faktów. Dziennik bejrucki As-Safir opublikował szeroko chwalony artykuł redakcyjny pytający dlaczego Arab, który chce wyrazić gniew i upokorzenie milionów innych Arabów został zmuszony robić to z jaskini w niearabskim kraju. Implikuje to, oczywiście, że właśnie to, a nie zbrodnia przeciw ludzkości 11 września – jest źródłem amerykańskiej determinacji aby zlikwidować Osamę bin Ladena. Dużo bardziej przekonywujące były serie artykułów w prasie pakistańskiej na temat skandalicznego traktowania Muzułmanów aresztowanych w USA po wrześniowych okrucieństwach.
Jeden z takich artykułów wystarczy. Zatytułowany "Dziennik ofiary zbrodni nienawiści" w The Times of Lahore, opisał cierpienia Hasnaina Javeda, aresztowanego w Alabamie 19 września z przedawnioną wizą. W więzieniu w Mississippi, był on bity przez współwięźniów, którzy złamali mu ząb. Następnie, długo po tym, jak włączył alarm wołający strażników, więźniowie walili nim o ścianę wołając "Hej, bin Laden, to pierwsza runda. Będzie takich dziesięć." Takich historii pojawia się dziesiątki w pakistańskiej prasie, i większość z nich wygląda na prawdziwe.
Jeszcze raz. Muzułmanie są oburzeni hipokryzją zachodniego rzekomego "respektu" wobec Islamu. Nie mamy zamiaru, tak poinformowaliśmy świat, zawiesić operacji wojennych w Afganistanie podczas miesiąca świętego postu Ramadanu. W końcu konflikt irańsko-iracki w latach 1980-1988 był kontynuowany w czasie Ramadanu. Tak samo konflikt arabsko-izraelski. Taka jest prawda. Ale dlaczego, zatem, zrobiliśmy taki cyrk z wstrzymaniem akcji wojskowych w pierwszy piątek bombardowań jako "respekt" wobec Islamu? Bo wtedy był bardziej respektowany niż dzisiaj? A może dlatego, że ponieważ Talibowie się nie dają – zdecydowaliśmy zapomnieć o wszelkich tych "respektach"?
"Mogę zrozumieć, dlaczego chcecie odseparować bin Ladena od naszej religii", powiedział mi kilka dni temu pewien dziennikarz z Peszawaru. "Oczywiście chcecie nam dać do zrozumienia, że to nie jest wojna religijna, ale panie Robercie, proszę, proszę, abyście przestali mówić nam, jak bardzo respektujecie Islam".
Jest jeszcze inny wzburzający argument, który słyszałem w Pakistanie. Jeśli, jak pan Bush powiada, ataki na Nowy Jork i Waszyngton były napadem na "cywilizację", dlaczego Muzułmanie nie mają uważać ataku na Afganistan jako wojnę z Islamem?
Pakistańczycy błyskawicznie złapali hipokryzję Australijczyków. Mimo, że rwą się do walki z panem bin Ladenem, Australijczycy wysłali uzbrojonych żołnierzy aby zmusić pozbawionych wszelkich środków do życia afgańskich uciekinierów do odpłynięcia z ich wód terytorialnych. Ausies chcą bombardować Afganistan – ale nie chcą ratować Afgańczyków. Pakistan, trzeba dodać, utrzymuje 2,5 miliona afgańskich uciekinierów. Nie trzeba oczywiście wspominać, że ta "drobna sprzeczność" nie otrzymuje za dużo czasu w naszych kanałach satelitarnych. I co jest pewne, nigdy nie słyszałem tyle furii kierowanej na dziennikarzy, ile w ostatnich tygodniach w Pakistanie. I oczywiście, nie jestem wcale zdziwiony.
Jak, w końcu, mamy traktować tak zwanego "liberała", żurnalistę amerykańskiej telewizji Geraldo Rivierę, który właśnie przeniósł się do FoxTV, kanału Murdocha? "Czuję się teraz więcej patriotą, niż kiedykolwiek w całym moim życiu, pożądając sprawiedliwości, a może tylko zemsty," ogłosił w tym tygodniu. "I to oczyszczenie które przechodzę zmusiło mnie do przemyślenia, co ja robię zawodowo." To jest naprawdę wstrząsający numer. oto amerykański dziennikarz odkrywa, że prawdopodobnie "pożąda zemsty"
Nieskończenie bardziej haniebne – i nieetyczne – były skandaliczne słowa Waltera Isaacsona, sekretarza CNN, skierowane do pracowników. Wskazując, że pokazywanie cierpień Afganistanu powodują ryzyko wzmocnienia propagandy wroga, powiedział: " Kierowanie zbytniej uwagi na ofiary i biedę Afganistanu wygląda na zboczenie. ... Musimy mówić o tym, jak Talibowie używają cywilów jako ludzkich tarcz, oraz jak Talibowie chronią terrorystów odpowiedzialnych za zamordowanie blisko 5.000 niewinnych ludzi".
Pan Isaacson był ciężko myślącym bossem magazynu Time, ale ostatnie jego słowa narobią więcej szkody rzekomej bezstronności CNN niż cokolwiek, co było na antenie w ostatnich kilku latach. Zboczenie? Dlaczego zboczenie? Dlaczego afgańskie straty stoją tak nisko w pana Isaacsonowskim współczuciu? A może pan Isaacson po prostu dokładnie stosuje się do zalecenia, narzuconemu mu kilka dni wcześniej przez rzecznika Białego domu, Ari Fleischera, który złowieszczo zapowiedział waszyngtońskiemu korpusowi dziennikarskiemu, że w czasach takich jak dzisiaj "ludzie muszą uważać na to, co mówią i uważać na to, co robią".
Nie trzeba przypominać, że CNN poddało się żądaniom rządu USA aby nie nadawać w całości słów pana bin Ladena, bo mogą one zawierać "zakodowane wiadomości". Ale zakodowane wiadomości pojawiają się w telewizji co godzinę. To są "kampania powietrzna", "siły koalicyjne" oraz "wojna z terrorem".
The Independent http://www.independent.co.uk/
Tłum. Zbigniew Łabędzki