Prof. Maciej Giertych

 

Co teraz?

 

 

              Referendum przegraliśmy. Z woli narodu, wyrażonej w sposób zdecydowany w referendum z wymaganą frekwencją, staniemy się członkiem Unii Europejskiej. Daliśmy się namówić na dobrowolną rezygnację z naszej suwerenności. Zostaliśmy poddani nachalnej jednostronnej propagandzie, istnemu praniu mózgów, i ulegliśmy. Nie potrafiliśmy skutecznie temu zapobiec. Główny punkt programu Ligi Polskich Rodzin, obrona Polski przed wejściem do UE, nie został zrealizowany.

 

Mamy dziś nowy etap polityczny. Potrzebna jest nowa wizja polityczna jak teraz działać, by bronić polskich interesów. Spodziewamy się trudnych czasów. Nikomu nie będziemy wytykać „a mówiliśmy”, „ostrzegaliśmy”. „sami jesteście sobie winni” itd. To by niczemu nie służyło. Musimy wspólnie szukać najwłaściwszej dla Polski polityki w nowej rzeczywistości. „Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy. Co nam obca przemoc wzięła, mocą odbierzemy!” Musimy wyzwolić taką moc, by utraconą suwerenność odzyskać.

 

Na naród nie wolno się obrażać. Skoro tak zadecydował, to musiał mieć po temu ważne powody. Do najważniejszych zaliczyłbym potrzebę posiadania nadziei. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna szarego obywatela, bezrobocie, afery korupcyjne wśród elit politycznych, niewydolność służby zdrowia, rosnąca biurokracja, to wszystko powoduje, że o nadzieję ostatnio było bardzo trudno. Unia Europejska stała się tą nadzieją. Wielu uznało, że może jak będą nami rządzić z Brukseli, to będzie lepiej. Ponieważ wiem, że nikt z zagranicy nie będzie myślał o naszych interesach tylko o swoich, więc te nadzieje szybko padną. Po prostu musimy sami zakasać rękawy i zadbać o gospodarczy rozwój naszego kraju. Czy w Unii, czy poza nią, musimy zrobić to sami. Nikt tego za nas nie zrobi. Teraz, skoro już zakończył się etap reklamowania UE, może łatwiej będzie myśleć o własnych interesach.

 

W każdym kraju Unii Europejskiej są tzw. eurosceptycy. To ci, co podobnie jak my, przegrali walkę referendalną o nie wchodzenie do Unii. Są oni rosnącą siłą w ramach Unii, gdyż stopień rozczarowania nią pogłębia się. Działają oni w dwóch kierunkach. Po pierwsze są antyfederalistami, czyli walczą o to, by nie powiększać kompetencji władz centralnych Unii kosztem państw narodowych. Zwalczają samą ideę wspólnej konstytucji Europy. Domagają się, by przed wejściem w życie była poddana referendom we wszystkich krajach członkowskich, w nadziei, że któryś ją odrzuci i wobec tego nie wejdzie w życie. Nie chcą wspólnego prezydenta, wspólnego ministra spraw zagranicznych, wspólnego wojska (wystarcza im NATO) itd. Ci co nie weszli do strefy euro walczą, by pozostać poza nią.

 

Po drugie walczą o to, by redukować już istniejące uzależnienie państw narodowych od decyzji centralnych, czyli o wyzwalanie się spod kontroli brukselskiej. W szczególności chcą likwidacji wspólnej polityki rolnej. W sposób oczywisty jako polscy eurosceptycy dołączymy do tego obozu i będziemy z nim współpracować na rzecz obrony państw narodowych i ich prerogatyw. W dziedzinie wyzwalania się spod obcej kurateli mamy szczególne doświadczenie. To Polska potrafiła stawić czoło kurateli moskiewskiej i wypracować rosnący zakres swobody w ramach bloku sowieckiego. Przeciwstawiliśmy się kolektywizacji w rolnictwie, obroniliśmy godne miejsce dla Kościoła, nie daliśmy się wciągnąć w wojny kolonialne (Angola, Nikaragua), zachowaliśmy szczątkowy, ale zdolny do regeneracji zakres prywatnej inicjatywy (handel, rzemiosło) i wreszcie naszą postawą rozwaliliśmy cały system. (Dziś świat pamięta upadek muru berlińskiego, ale zapomina, że odbył on się za parawanem Polski). Dokonaliśmy tego metodą pokojową. Także i teraz będziemy musieli w sposób pokojowy szukać sposobów na przywracanie suwerenności Polsce i zapewne też innym krajom - bo zawsze postawa Polski ma wpływ sięgający daleko poza jej granice.

 

Wreszcie jestem przekonany, że prędzej czy później (mam nadzieję, że szybko) Unia się rozleci. Dumne narody europejskie nie wytrzymają zapędów centralistycznych Brukseli. Już z okazji wojny w Iraku widać było poważne pęknięcia. W Parlamencie Europejskim działają wielonarodowe grupy polityczne (chadecy, socjaliści, zieloni itd.), a nie kluby narodowościowe, ale gdy nowy przewodniczący UE Sylvio Berlusconi obraził posła niemieckiego zaraz widzieliśmy mobilizacje po linii podziałów narodowych, a nie orientacji politycznych.

 

W Unii Europejskiej znajdzie się teraz spora grupa państw byłego bloku sowieckiego, z jednej strony borykających się z problemami własnej transformacji, a z drugiej próbujących coś dla siebie wyszarpać z kasy brukselskiej. Nie będzie nam łatwo, ale działając wspólnie może uda się więcej załatwić dla siebie w Brukseli, niż w pojedynkę. Polska jest największym krajem w tej grupie, naszym więc zadaniem musi być zorganizowanie wspólnego nacisku na zastane w Brukseli struktury w naszym wspólnym interesie. Duże kraje już należące do Unii (Niemcy, Francja, Anglia, Włochy) będą próbowały wziąć pod swoje opiekuńcze skrzydła poszczególnych nowych członków, by przy pomocy ich głosów załatwiać swoje interesy. Możemy temu zapobiec przez trzymanie się razem i wspólne walczenie o interesy wynikające z naszej specyfiki. Nasze rolnictwo, na ogół ekstensywne, tradycyjne, w małym zakresie stosujące chemię, trzeba będzie bronić przed losem, jaki spotkało rolnictwo krajów 15 w wyniku wspólnej polityki rolnej preferującej produkcję intensywną, mało ekologiczną i destruktywną dla społeczności wiejskich. Trzeba będzie bronić drobny handel przed inwazją międzynarodowych supermarketów wysysających dochody z krajów biedniejszych. Trzeba będzie bronić naszych kontaktów handlowych z sąsiadami, którzy członkami Unii nie są. Trzeba będzie bronić prawa do własnego decydowania o różnych sprawach, w których Bruksela będzie próbowała nas pouczać.

 

Naszą rolę widzę też w utrzymywaniu kontaktów politycznych z pozostałymi krajami europejskimi, które członkami Unii się nie stały. Musimy dbać, by nie powstała nowa żelazna kurtyna na naszej wschodniej granicy, by kraje te nie były ponownie wpychane w objęcia Rosji. Większość z nich marzy o wejściu do Unii upatrując w tym zbawienie dla swoich problemów. Niezależnie od tego czy wejdą do Unii czy też nie, jest w interesie nas wszystkich, by blok państw na Międzymorzu (między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym) utrwalał się jako grupa państw niepodległych, skutecznie odsuwających Rosję od Niemiec i oba te kraje od Dardanelli. W bloku tym widzę nie tylko Bałkany, ale i także Ukrainę, Białoruś, a nawet kraje skandynawskie. Oprócz Szwecji wszystkie one doznały w nie tak odległej historii obcej okupacji (niemieckiej, rosyjskiej, austriackiej, tureckiej) i mają powody obawiać się jej w przyszłości.

 

Jak się okazuje spory wpływ na wynik referendum miała wypowiedź Ojca Świętego z 19 maja. Świadczy o tym niespodzianka, jaką było wyższe poparcie dla UE wśród ludzi starszych, niż wśród ludzi młodych. Nawet sprawujący władzę post-komuniści uznali, że autorytet Kościoła jest coś wart i podparli się nim, a w każdym razie tym fragmentem wypowiedzi Papieża, który przez dwa tygodnie był do znudzenia powtarzany jako najważniejsza wiadomość we wszystkich dziennikach telewizji publicznej. My nie mamy zwyczaju instrumentalnie posługiwać się Kościołem, ale wsłuchujemy się w sens jego przekazu. Ojciec Święty nie mówił, że będzie nam w Unii lepiej, że skorzystamy ekonomicznie, ale postawił przed nami nowe zadanie, a w ślad za nim to samo zrobił polski Kościół. Tym zadaniem jest rechrystianizacja Europy.

 

Niełatwe zadanie! Mając perspektywę uniwersalną Papież rzuca na najtrudniejszy odcinek najwierniejsze hufce, własną ojczyznę. W Unii czy poza nią musimy to zadanie podjąć. Nie od dziś polscy księża zasilają rzednące szeregi duchowieństwa zachodnio-europejskiego. Ale nie tylko o zadania dla duchowieństwa tu chodzi. Jest tu też rola dla polityków. Trzeba politycznie zorganizować słabnące siły chrześcijańskiej Europy do kontrofensywy. Trzeba przywrócić Europie duszę, a może to być tylko dusza chrześcijańska. Na razie rządzą w Brukseli siły ateistyczne, liberalne, masońskie. Ale czy musi tak być? Przynajmniej trzeba doprowadzić do tego, by głos ludzi wierzących był słyszalny, by nie oddawać pola wrogom Kościoła bez walki. Na pewno będzie to jedno z głównych zadań Polaków działających na forum Unii, szczególnie w jej parlamencie. Tam próbuje się załatwiać wszystko głosowaniami, wolą ludzi, bez oglądania się na prawo Boże, na Jego wolę. To się musi zmienić! Europa osiągnęła tak wielkie znaczenie w świecie, bo opierała się o naukę Chrystusa. Dzisiaj, gdy o niej zapomina, znaczenie traci. Walcząc o prawa rodzin, o prawa narodów, o zbawienie dla każdej ludzkiej duszy, można przywrócić Europie siłę, jaką kiedyś promieniowała na cały świat. Polska nigdy nie uchylała się od zadań uniwersalnych. Byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa, broniliśmy Papieży przed cesarzami niemieckimi, praw pogan przed nawracającymi mieczem (na soborze w Konstancji), Wiednia przed Turkami, całej Europy przed bolszewizmem i hitleryzmem. Teraz mamy przywrócić Europie chrześcijańską duszę - będziemy w tym kierunku pracować.

 

Żródło: Opoka w Kraju, nr 45(66), lipiec 2003