Zbigniew Łabędzki

  

Papież, Polska i Unia Europejska

  

  

               Przemówienie Ojca Świętego do pielgrzymujących Polaków wielu odebrało jako cios, a niektórzy nawet jako "cios nożem w plecy". Co spowodowało taką reakcję? Dwa zdania w papieskim przemówieniu zawierającym ponad 80 zdań. A nawet nie dwa zdania, a dwie frazy: "Unia Europejska" i "Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej!" To, że unijna sekta zauważyła tylko te dwie frazy, nie dziwi. Tego oczekiwali od czterech lat, i dostali wreszcie, a było im to potrzebne, aby walnąć nam, Polakom, Unią Europejską skojarzoną z Ojcem Świętym między oczy!

  

Dziwi natomiast podobne podejście wielu Katolików, którzy również zauważyli tylko te dwa zdania, jakby reszta nie była ważna. A jeszcze Papież przemawiał do Polaków w obecności Kwaśniewskiego!  No, to dla niektórych było już za wiele. Zagrały nerwy zamiast rozumu.

 

Minęło kilka dni i mam nadzieję, że wielu zaczęło się na spokojnie zastanawiać nad tym, co właściwie Ojciec Święty powiedział. Jakie przesłanie przekazał Polakom. Bo przecież mówił do Polaków, do nas, nie do Kwaśniewskiego, czy Verheugena, czy Millera.

 

Oczywiście, naszym obowiązkiem jest słuchać Ojca Świętego, nie dyskutować z Nim. Oto przemawia do nas największy autorytet świata. Człowiek, który wie, co mówi. Człowiek, którego każde słowo ma znaczenie. Zatem naszym obowiązkiem jest zastanawiać się zawsze nad CAŁOŚCIĄ, nie nad wyjątkami!  I śmieszą jedynie dość żałosne wypowiedzi niektórych polityków, że Papież nie orientuje się w sytuacji politycznej Polski i Unii Europejskiej, że nie zna (rzeczywiście drańskiego) układu akcesyjnego Polski z Unią Europejską.

 

A czego właściwie oczekiwaliśmy od Ojca Świętego? Przeważało przekonanie, że Papież nie wspomni w ogóle o Unii Europejskiej do czasu referendum, ale optymiści oczekiwali jednoznacznego wskazania na głosowanie PRZECIWKO UE.

 

Tymczasem Ojciec Święty powiedział to, co chciał powiedzieć, to, co uważał za ważne. Nie to, co chcielibyśmy usłyszeć, ale to, co dla nas ważne. A naszym obowiązkiem jest z tego wyciągnąć nauki na przyszłość.

 

Czy nauczyliśmy się czegoś z Papieskich słów kierowanych do nas - Polaków? Niestety, w olbrzymiej większości - NIE! Podobnie, jak mało nauczyliśmy się ze słów Prymasa Tysiąclecia. Zatem - zaprzepaściliśmy w dużym stopniu to, co otrzymaliśmy od dwóch największych Polaków naszych czasów.

 

Nie pierwszy raz w historii, w trudnych sytuacjach naszej Ojczyzny, oczekujemy  pomocy od kogoś wielkiego, kogoś, kto przyjdzie i załatwi za nas nasze sprawy. Bośmy nie umieli w porę dostrzec niebezpieczeństw, bośmy te niebezpieczeństwa zlekceważyli, bośmy byli zbyt leniwi i zbyt tchórzliwi, aby zebrać się "do kupy" i natychmiast odważnie zareagować, kiedy sytuacja tego wymaga.

 

Pisze mądry Mickiewicz: w "Panu Tadeuszu" o takim czekaniu na Napoleona:

 

Mospanie - rzekł Bernardyn - babska rzecz narzekać,
A żydowska rzecz ręce założywszy czekać,
Nim kto w karczmę zajedzie i do drzwi zapuka.
Z Napoleonem pobić Moskalów nie sztuka.
Jużci on Szwabom skórę trzy razy wymłócił,
Brzydkie Prusactwo zdeptał. Anglików wyrzucił
Het za morze, Moskalom zapewne wygodzi;
Ale co stąd wyniknie, wie Asan Dobrodziéj?
Oto szlachta litewska wtenczas na koń wsiędzie
I szable weźmie, kiedy bić się z kim nie będzie;
Napoleon, sam wszystkich pobiwszy, nareszcie
Powie: "Obejdę się ja bez was, kto jesteście?"
Więc nie dość gościa czekać, nie dość i zaprosić,
Trzeba czeladkę zebrać i stoły pownosić,
A przed ucztą potrzeba dom oczyścić z śmieci;
Oczyścić dom, powtarzam, oczyścić dom, dzieci!"

  

Nastąpiło milczenie, potem głosy w tłumie:
"Jakże to dom oczyścić? Jak to Ksiądz rozumie?
Jużci my wszystko zrobim, na wszystko gotowi,
Tylko niech Ksiądz Dobrodziej jaśniej się wysłowi.

 

No, i pokpilim sprawę, Napoleon dostał po uszach, a odbiło się na całej Polsce. Nie załapalim o co chodzi, nie umielim pomyśleć, nie zrobilim wszystkiego, nie bylim na wszystko gotowi - liczylim jedynie na Wielkiego Napoleona, że za nas wszystko załatwi! Nie załatwił.

 

Ojciec Święty doskonale zna historię Polski, doskonale zna obecną sytuację, i doskonale wie, co jest Polsce potrzebne.  Naucza nas tego od początku swojego pontyfikatu. On wie, że ratunek dla Polski leży w przemianie Polaków, nie w cudownej pomocy "kogoś z zewnątrz".

 

Podczas swojej ostatniej pielgrzymki do Polski, w czasie której zastanawialiśmy się, czy nie jest to Jego ostatnia pielgrzymka do naszej Ojczyzny, we wszystkich swych przemówieniach i homiliach Ojciec Święty zawarł chyba najbardziej jasny obraz sytuacji Polski i Europy, oraz wskazał nam kierunek, w jakim powinniśmy iść. Ilu Polaków pamięta, co wówczas mówił Papież? A przecież powinniśmy znać Jego słowa na pamięć! Większość pamięta jedynie zdanie na temat "struktur europejskich". Podobnie, jak teraz, po Jego ostatnim przemówieniu. Tak traktujemy nauki Tego, z którego jesteśmy tak dumni! Czy przynajmniej pamiętamy ogromny ładunek patriotyzmu, miłości do Polski, jaki ujawniał się w prawie każdym słowie Ojca Świętego?

 

W naszym Archiwum mamy wszystkie wystąpienia Ojca Świętego z ostatniej pielgrzymki, i od uważnego ich przeczytania proponuję zacząć poważne zastanawianie się nad tym, co nakazuje nam Ojciec Święty. Napisałem "nakazuje", nie proponuje. Bo jeśli darzymy pełnym zaufaniem następcę Św. Piotra, czyńmy, co każe!.

 

Na koniec przemówienia powitalnego,16 sierpnia, Papież mówi:

 

Drodzy bracia i siostry! Niech te trzy dni mojego pobytu w Ojczyźnie obudzą w nas głęboką wiarę w moc miłosierdzia Bożego. Niech zjednoczą nas jeszcze bardziej w miłości; niech pobudzą do odpowiedzialności za życie każdego człowieka i za jego codzienność; niech usposobią ku dobru, ku wzajemnemu zrozumieniu, byśmy jeszcze bardziej stali się sobie bliscy w duchu miłosierdzia. Niech nasze serca wypełni łaska nadziei!

 

Czy te trzy dni obudziły nas? Czy pobudziły w każdym z nas "odpowiedzialność za życie każdego człowieka i za jego codzienność"?

Nie. Pozostaliśmy bierni i ogłupieni telewizją.

 

Podczas poświęcenia sanktuarium Bożego Miłosierdzia, Papież wypowiedział chyba najbardziej ważne dla nas słowa:

 

Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść "iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście" (por. Dzienniczek, 1732).
Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tu przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!

 

Czy rozniecamy tę iskrę? Nie. Mamy nadzieję, że iskra rozpali się sama, bez naszej pomocy. Albo zapomnieliśmy w ogóle, o czym była mowa.

 

Na krakowskich Błoniach usłyszeliśmy:

 

Doświadczając tej tajemnicy, człowiek przeżywa lęk przed przyszłością, przed pustką, przed cierpieniem, przed unicestwieniem. Może właśnie dlatego, przez świadectwo skromnej zakonnicy z Łagiewnik, Chrystus niejako wchodzi w nasze czasy, aby wyraźnie wskazać na to źródło ukojenia i nadziei, jakie jest w odwiecznym miłosierdziu Boga.
Trzeba, aby Jego orędzie o miłosiernej miłości zabrzmiało z nową mocą. Świat potrzebuje tej miłości. Nadszedł czas, żeby Chrystusowe przesłanie dotarło do wszystkich, zwłaszcza do tych, których człowieczeństwo i godność zdaje się zatracać w mysterium iniquitatis. Nadszedł czas, aby orędzie o Bożym miłosierdziu wlało w ludzkie serca nadzieję i stało się zarzewiem nowej cywilizacji - cywilizacji miłości. 

 

Czy to przesłanie dotarło do wszystkich? Nie.

 

I tak można cytować i cytować, i pytać siebie: co zrobiliśmy z nauką Ojca Świętego? Co zrobiliśmy z Polską, którą tak kocha Jan Paweł II?

 

Jak u Wyspiańskiego - dostaliśmy Złoty Róg. Cośmy z nim zrobili? Ile razy historia będzie się powtarzać? Ilu z nas będzie siedziało w ciepłym kąciku z przekonaniem, że "ktoś się tym zajmie"?

 

Ojciec Święty na pewno nie namawia nas do głosowania na TAK w najbliższym referendum. Wystarczająco wyraźnie skrytykował wszystkie te zjawiska, które cechują dzisiejszy libertynizm i Unię Europejską. Wyraźnie przestrzegł nas, że Europa może być tylko chrześcijańska! Czy to jest aprobata Unii Europejskiej? Tak może tylko powiedzieć jakiś Geremek czy Kwaśniewski. Ale NIGDY ten, co poznał nauki Ojca Świętego.

 

Ale wciąż kłują nas te dwie frazy z przemówienia Papieża do polskich pielgrzymów - "Unia Europejska" i "Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej!"

 

Nie wiem, dlaczego Ojciec Święty powiedział tak, a nie inaczej. Ale z pokorą przyjmuję Jego ojcowskie słowa, bo może mógł powiedzieć ostrzej? Że jeśli nie umieliśmy iść za Jego przykazaniami wcześniej, że jeśli, jako Polacy, nie umieliśmy zorganizować się razem dla dobra naszej Ojczyzny, że jeśli na codzień, większość z nas - zapomina o swych obowiązkach Polaka, to może rzeczywiście lepiej, aby nami rządzili obcy?

 

Nie. Ojciec Święty nigdy tak by nie powiedział. To tylko moje słowa, pisane jednak pod wrażeniem, że oto zostałem skarcony przez mego Ojca. Za lenistwo. Za lekceważenie mej rodziny. Za zaniechanie skutecznej ochrony mego domu. Za brak odpowiedzialności wobec rodziny i sąsiadów. Za brak odpowiedzialności wobec mieszkańców mojego miasta i mojej Ojczyzny.

 

 

Z.Łabędzki

22 maja, 2003