Ojczyzna.pl

 

Zbigniew Łabędzki

  

Wielka tajemnica

  

(Poufne! Tylko dla członków Ligi Polskich Rodzin! Spalić po przeczytaniu!)

  

 

 

            Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze jako młody i naiwny człowiek "odbywałem służbę wojskową w Ludowym Wojsku Polskim", doświadczyłem tam pierwszego prawdziwego wstrząsu w zetknięciu się z Wielką Polityką. Wypędzono nas pewnego dnia na strzelanie, i zapoznano z jedną z  "wunderwaffe" Układu Warszawskiego (czyli armii państw należących do obozu moskiewskiego) - Lekkim Granatnikiem Przeciwpancernym, zwanym fachowo lgpepanc-em.

 

Zanim pokazano nam to dzieło nowoczesnej socjalistycznej techniki wojskowej, przypomniano nam o obowiązku zachowania w tajemnicy wszystkiego, czego się o granatniku dowiemy, pod karą najwyższą. Przelatałem później z tym kawałkiem rury wiele kilometrów po poligonie, aż pewnego razu, będąc na przepustce, dostałem do ręki jakieś stare, kilkuletnie zachodnioniemieckie kolorowe pismo, w którym - o zgrozo - widniało dokładne zdjęcie i plany naszego supertajnego granatnika, z opisem technicznym na dodatek. Na sąsiedniej stronie pokazywano, co już mnie poważnie przestraszyło - rozmieszczenie "naszych" okrętów bojowych w "naszych" supertajnych portach, znów z dokładnymi danymi. Wracając do koszar byłem prawie pewien, że zaraz za bramą zostanę aresztowany przez nasz kontrwywiad i zastrzelony na miejscu, za nieuprawnione posiadanie tak supertajnych informacji. Długo potem dopiero zrozumiałem, że to żądanie zachowania w tajemnicy danych granatnika nie było oczywiście po to, abyśmy nie sprzedali ich przypadkiem "zachodnim kapitalistom", a prostym zabiegiem socjotechnicznym, tresurą, w trzymaniu naszych gęb na kłódkę. Zrozumiałe, kiedy wziąć pod uwagę, że w naszej jednostce wojskowej panował niesamowity bałagan, pijaństwo, kradzieże i wiele innych łajdactw, wraz z tym, co dzisiaj nazywa się "falą".

  

Przypomniało mi się to wszystko, kiedy dostałem któryś już z rzędu list, że w związku z kłopotami w Lidze Polskich Rodzin, jako jej zdeklarowany i lojalny zwolennik, popełniam zbrodnię poruszania "wewnętrznych spraw LPR" publicznie, nie będąc, o zgrozo!!! członkiem Partii!!!

 

Poruszałem już ten temat kilka razy, ale jak widać - nie dotarłem do niektórych członków Ligi. Tych młodszych, jak sądzę. Zatem czas na krótki kurs o "Wielkich Tajemnicach" dla nieświadomych członków Ligi.

 

Liga Polskich Rodzin, jak każda partia i organizacja niekontrolowana w całości i nie trzymana "za pysk" przez rządzących, jest uważana za wroga. Jako taka - podlega uważnej obserwacji i rozpracowaniu przez polskie, i nie tylko, służby specjalne. Jeśli ktoś w to jeszcze nie wierzy, niech zerknie do Raportu UOP, który pokazał się swego czasu na krótko w oficjalnej witrynie Urzędu. Pouczające jest również to, jak socliberałowie EUropejscy potraktowali austriacką partię Haidera, czy francuską LePena. Zapewniam zatem wszystkich członków i działaczy Ligi, że czerwoni i różowi właściciele Rzeczypospolitej wiedzą o Lidze Polskich Rodzin, poprzez swoje służby specjalne, o wiele więcej, niż wszyscy jej członkowie razem wzięci.

 

Oczywiście dobrze zorganizowana partia polityczna ma swoje tajemnice, o których nie wiedzą (lub przynajmniej nie powinni wiedzieć) jej przeciwnicy. Ale, na miłość Boską, nie są to sprawy, które może wydedukować każdy średnio inteligentny obserwator sceny politycznej! Bo jeśli wiemy my, to wiedzą o tym  doskonale fachowcy przeciwnika. Jest faktem, w opozycyjnej partii zawsze będzie panowała atmosfera pewnej ostrożności w wypowiadaniu się, szczególnie na temat własnych błędów. To ludzkie i normalne, do pewnych granic, oczywiście. Kiedy jednak zaczyna się z utrzymania tajemnicy robić paranoję, przynosi to o wiele więcej szkód niż korzyści. Jeśli dodamy jeszcze do tego syndrom "oblężonej twierdzy",  czyli szukanie w każdym wroga, szpiega, prowokatora - będziemy mieli dokładnie to, co dzieje się dzisiaj w Lidze.

 

Proszę zauważyć, że ów "syndrom", owo pilne szukanie wrogów i prowokatorów wcale nie przeszkodziło temu, że w sferach rządzących LPR znalazł się taki zdrajca, jak Bohdan Kopczyński - do dziś figurujący zresztą na stronach Biuletynu Ligi jako Vice Przewodniczący Rady Politycznej.

 

Ale z kolei, właśnie brak otwarcia i otwartej krytyki wewnątrz LPR-u spowodował to, że Kopczyński "wylazł" jako zdrajca dopiero w pełnym świetle reflektorów - w komisji do spraw przekrętów Michnika, Millera i Kwaśniewskiego. I oczywiście - każdemu sympatykowi Ligi, zeźlonemu na tę wpadkę, przychodzi od razu do głowy pytanie - ilu tam jeszcze takich ludzi może się znaleźć? Więcej - spotkałem się już ze zdaniem (z braku otwartego załatwienia i wyjaśnienia sprawy Kopczyńskiego), że jest on rodzajem "wtyczki" Ligi w SLD!!!, a w rzeczywistości dalej pracuje lojalnie dla Ligi!!!

 

To tylko jeden z wielu przykładów różnych wpadek wewnątrz Ligi. Zacznijmy jednak od określenia - czym Liga Polskich Rodzin miała być w założeniu - jakie hasła spowodowały, że wielu z nas bez zastanowienia poparło i głosowało na tę partię. Zerknijmy do Programu LPR

 

Oto Preambuła, czyli skrót najważniejszych zasad działania partii:

"Działalność polityczną traktujemy jako służbę Polsce i Narodowi Polskiemu. Ufamy, że realizacja prezentowanego programu jest zgodna z polską racją stanu oraz że jest najlepszą metodą zapewnienia pomyślności dla naszej Ojczyzny. Wierzymy, że przedstawiony program jest dobrym sposobem na zajęcie przez Polskę należytego jej miejsca w historycznej rodzinie narodów Europy. W tym celu powołaliśmy partię polityczną pod nazwą Liga Polskich Rodzin i zmierzamy do zdobycia wpływu na władzę w państwie i samorządach lokalnych. Udział w sprawowaniu władzy pragniemy oprzeć na tradycyjnym ładzie moralnym Narodu Polskiego z fundamentalną rolą chrześcijaństwa, które stanowi rdzeń naszej tożsamości, oraz na autorytecie i sile władzy - mądrze kontrolowanej i ograniczonej w swych funkcjach.

 

Preambuła odwołuje się m.in. do tradycyjnego ładu moralnego, oraz siły władzy - mądrze kontrolowanej i ograniczonej w swoich funkcjach.

 

Mądre słowa. Ponieważ KAŻDA władza korumpuje. Popatrzmy tylko na dzieje "Solidarności"! Stąd słuszny nacisk na kontrolę i ograniczenie władzy. Co zresztą nasi posłowie próbują w miarę swoich skromnych możliwości realizować w stosunku do obecnej władzy w Polsce. I nikt się temu nie dziwi, włączając w to rząd Millera. I te zdecydowane słowa zapewniały nas - wyborców, że warto na tę partię głosować. 

 

W każdej partii, każdej organizacji politycznej i gospodarczej, występują również podobne zjawiska korupcji władzy. Ale tu, nagle, ci sami, co nawołują do pilnowania i kontrolowania władzy rządu, nie widzą podobieństw i zagrożeń w ich własnej organizacji. Owszem - milczenie na temat własnych wpadek wydaje się być jedynym logicznym wyjściem. Tylko, że owo milczenie nie tylko daje całkowicie wolną rękę przywódcom - daje również wolną rękę wszelkim nieudacznikom, kanciarzom, leniom i karierowiczom. Działa podobny system myślowy jak ten w wojsku, który opisałem powyżej. Najlepiej zamknąć dziób, bo jeszcze ktoś mnie oskarży o rozbijactwo, szkodnictwo, prowokatorstwo!

 

Umiejętność przyznania się do własnego błędu jest jedną z największych zalet w naszej cywilizacji. I wbrew przekonaniom wielu, nie przynosi wcale ujmy temu, kto umie się do błędu przyznać. Wręcz przeciwnie - jest za to poważany. Kto jednak jest i będzie zawsze przeciwko takiej odważnej otwartości? Ano ci, co mają coś do ukrycia. Nieudacznicy, kanciarze, lenie, karierowicze. Proszę porównać działania partii socjalistycznych i komunistycznych - żadna nie wytrzymuje dłużej w swym kształcie - bo zjawisko oddolnej kontroli nie istnieje tam w ogóle - jest bezwzględnie niszczone. Partie upadają, trzeba wybierać nowych przywódców, którzy oczywiście obiecują, że teraz to nigdy, ale to przenigdy nie utracą "więzi z masami". I oczywiście wszystko wraca na stare tory, bo przecież inaczej być nie może. 

 

Liga Polskich Rodzin przedstawiła się nam przed wyborami jako partia, która będzie zdecydowanie odrzucała obyczaje dotychczasowych partii. Która oprze się na niewzruszonych zasadach, na bezwzględnej lojalności wobec Polski i Polaków. Która nigdy nie popełni błędów komunistów i socjalistów. Która będzie narodowi polskiemu SŁUŻYĆ!

 

Podobne deklaracje sami układaliśmy w momencie powstawania "Solidarności". Zajęła nam tylko kilka miesięcy, aby "Solidarność" stała się największą organizacją w Polsce i najbardziej znaną organizacją na świecie. Potem przyszły cięższe czasy, zaczęły się schody. Do Związku zaczęli napływać różni, mniej wartościowi ludzie (bycie w "S" przestało być niebezpieczne), i oczywiście coraz więcej agentów.  Zaczęły się nerwy, szukanie agentów, wzajemne oskarżenia. Zaczęliśmy zamykać dzioby. Na działania Wałęsy i jego dworu, na pomyłki i wpadki, na jawne przekręty. Na okrągły stół i wspólne pijaństwa niedawnych przeciwników. Na ciemną przeszłość wielu "doradców" i "ekspertów". 

 

Dziś - widzimy skutki. I dlatego - przynajmniej wielu z nas - byłych solidarnościowców - dmuchamy teraz na zimne, mając doświadczenia z tamtego okresu. I widzimy wiele rzeczy, których się w ślepym entuzjazmie, w ślepej lojalności wobec partii nie widzi. Widzimy, jak partie stają się ważniejsze od Polski, a ich przywódcy - ważniejsi od partii. I zaczynamy być oskarżani, o wiele głośniej i bezwzględniej niż rzeczywiści wrogowie Ligi. o jej "rozwalanie"! 

 

Jeśli jest w tym jakaś logika, to ja jej nie rozumiem. Ale my uczyliśmy się na doświadczeniach, na historii, na własnych błędach.  Wy, młodsi, polegacie na tym, co się Wam mówi. Kto Wam mówi. Nie jest łatwo, nie mając zbyt dużego doświadczenia, wybrać właściwą drogę. Ale przecież człowiek został wyposażony w sumienie, w zdolność odróżniania zła od dobra. Wykorzystajcie je jak najlepiej.

 

 

Polecam nasze Archiwum, gdzie jest o wiele więcej dowodów na "rozbijanie Ligi Polskich Rodzin" przez portal Ojczyzna.pl i jego redaktora.

 

Z.Łabędzki
2 lipca, 2003