Zbigniew Łabędzki

 

Czy ktoś tam, w LPR, jeszcze myśli?

 

 

 

Jak zwykle codziennie słucham Radia Maryja, w szczególności, z racji zawodowych zainteresowań, doskonałych  "Rozmów niedokończonych". W niedzielnej audycji brał udział pan poseł LPR Witold Tomczak. Rozmowy były na temat podpisów pod żądaniem referendum w sprawie.... No właśnie! Niedługo trzeba było czekać, aż zaczęły się żałosne szopki. Zadzwonił jakiś mądry człowiek i zapytał Pana Posła Tomczaka, dlaczego istnieje bałagan w LPR, dlaczego Liga nie może zdecydować się, jakie referendum ma się odbyć, co z podpisami, itd. Do całkiem słusznej krytyki Ligi dołączył dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk, a dołączyłbym i ja, gdybym mógł się do RM dodzwonić. Bo problemy zaczynają już być nie tylko śmieszne, ale i tragiczne!

 

Otóż od dłuższego czasu istnieje w LPR problem z informacją. Lub inaczej - informacja z Ligi Polskich Rodzin bez trudu dociera do reżimowych mediów, które chwaliły się nawet ostatnio, że mają "swojego informatora" w Prezydium LPR. Bez trudu ukazują się w reżimowych mediach głosy obrażonych przywódców Ligi, każące zastanowić się nad celem takiego publicznego prania brudów w sytuacji, kiedy reżimowe media czekają tylko na okazję obrzucenia błotem Ligi w oczach społeczeństwa.

 

Odwrotnie jest - z informacją dla mediów przyjaznych Lidze, i, co już trąci idiotyzmem, lub zwykłym sabotażem - informacji dla oficjalnej strony internetowej Ligi Rodzin Polskich!!!

 

Byłem pierwszą osobą, która widząc potrzebę jak najszerszej informacji o Lidze Polskich Rodzin, zaproponowała i wykonała projekt oficjalnej strony internetowej dla LPR, a nie mogąc otrzymać praktycznie ŻADNYCH bieżących informacji od Zarządu LPR - zrezygnowałem wkrótce z tej pracy. Mój następca starał się prowadzić dalej witrynę, na ile mógł, ale w końcu i Jego zdaje się trafił szlag, że Zarząd LPR nie okazuje ŻADNEGO zainteresowania swoją oficjalną stroną.

 

A problem z Zarządem LPR jest taki, że gdziekolwiek się zadzwoni, lub z kimkolwiek się rozmawia, otrzymuje się inne, czasem całkiem różniące się informacje. Witryna oficjalna w Internecie miała zatem być miejscem, gdzie będą zebrane razem wszystkie niezbędne informacje -  sprawdzone pod względem merytorycznym i zatwierdzone przez odpowiedzialnych ludzi z Zarządu. Wyznaczono nawet w tym celu człowieka - pana Roberta Kasprzaka, którego obowiązkiem było dopilnowanie, aby informacje docierały bez problemu do Internetu. Stworzono nawet Biuro Prasowe Klubu Parlamentarnego LPR. Jaki jest stan - każdy może zobaczyć na oficjalnej stronie LPR.

 

Nasz portal kilkakrotnie zwracał się do LPR o podsyłanie nam bieżących oficjalnych wiadomości z Zarządu i Klubu Poselskiego. Otrzymaliśmy jedną pocztę... i wszystko zamilkło na nowo. No, ale mamy przecież po naszej stronie tyle mediów, że możemy w nich przebierać jak w ulęgałkach!

 

Wracając do referendum (referendów?)

 

Zamieściliśmy kiedyś wzięte z jakiegoś czasopisma zawiadomienie LPR o zbieraniu podpisów o referendum z pytaniem: "Czy jesteś za wejściem Polski do Unii Europejskiej". Potem była dłuuugo cisza. Nie widząc nic na oficjalnej stronie LPR, zdjęliśmy zawiadomienie, wysyłając jednocześnie pytanie do LPR, co się stało ze zbieraniem podpisów. Odpowiedzi, jak zwykle, nie otrzymaliśmy żadnej. Niedawno, na oficjalnej stronie LPR ukazała się notatka o innym referendum z pytaniem "Czy sprzeciwiasz się sprzedaży polskiej ziemi cudzoziemcom?"  Oczywiście zamieściliśmy notatkę w Ojczyźnie. I tu zaczęły się kłopoty Okazało się, że istnieje wiele wersji formularza zawierającego różne nazwiska jako pełnomocnika. Mając dokładną kopię ze strony oficjalnej, informowałem wszystkich, że nazwisko pełnomocnika powinno figurować jako mec. Kotlinowskiego. Niestety, wiele organizacji w Kanadzie i gdzie indziej, dostało wcześniej listy z innymi nazwiskami, podpisy zebrano.... i nie wiadomo teraz - czy ta cała robota nie pójdzie na marne, bo nazwiska pełnomocników są różne.

 

Nie pisałbym tego artykułu, gdyby sprawa nie była wcześniej tak niefortunnie upubliczniona. Ale skoro już jest znana, zacznijmy się zastanawiać, co zrobić, aby takich spraw nie było w przyszłości. Zrozumiałe jest to, że posłowie nasi są raczej zajęci. Ale co robią zatrudnieni pracownicy, którzy mieli odciążyć naszych posłów od prac biurowych. Co jeszcze robi w LPR pan Kasprzak, odpowiedzialny za informację, który udowodnił już dawno, że tej informacji udzielać nie ma zamiaru? Czy LPR zatrudnia "kolesiów", czy fachowców.

 

I jeszcze kilka pytań:

Dlaczego do dzisiaj nie jest znana publicznie lista przedstawicieli terenowych LPR, gdzie wszyscy chętni mogliby się zgłaszać i podpisywać deklaracje wstępu do LPR?

Dlaczego do dzisiaj nie jest znany pełny skład Prezydium LPR?

Dlaczego do dzisiaj nie jest znany skład Rady Politycznej LPR - Rady, która miała odciążyć nieco posłów od spraw polityki partyjnej i pozwolić im zająć się sprawami sejmowymi, a nie organizacyjnymi?

 

Pytań jest dużo więcej, ale odpowiedzi na powyższe, jeśli jakieś dostaniemy, pozwolą nam może zrozumieć problemy, z jakimi boryka się Zarząd LPR, i ewentualnie pomóc Zarządowi w ich rozwiązaniu. Zamykanie się grona decyzyjnego Ligi w trzyosobowej grupce doprowadzi jedynie do katastrofy. A przecież obiecano nam przed wyborami, że Liga Polskich Rodzin będzie organizacją masową. Kto zatem jest odpowiedzialny z imienia i nazwiska za to, że do dzisiaj LPR organizacją masową nie jest?

 

Wasz lojalny zwolennik,

Zbigniew Łabędzki