Zbigniew Łabędzki
Luuudzie, zwarrriowałem, za darmo pieniądze rozdaję!!!
Ta zaśpiewka kanciarzy naciągających naiwniaków na bazarową grę w "trzy karty" przypomina się dzisiaj, kiedy wszystkie media przekrzykują się nawzajem o niewystarczającej wysokości dopłat do polskiego rolnictwa z Unii Europejskiej.
Oczywiście media, politycy i komentatorzy "zapomnieli" już o całym kontekście sprawy "wejścia" Polski do Unii. Teraz "jednoczymy się zgodnie w poparciu naszego rządu", który owo poparcie czując, wynegocjuje twardo lepszą forsę niż to, co proponuje Unia rolnikowi polskiemu. Po twardych i burzliwych negocjacjach obieca się zamiast - jak to dzisiaj wychodzi - 1.500 złotych NA ROK(!) - powiedzmy - 1.601 złotych. I media podniosą rejwach, że co to za cymes, te 1.601 złotych polskich!
Telewizja pokazała nawet przedstawiciela PIS-u, który gorąco namawiał wszystkie partie, również opozycji (w domyśle nawet LPR) do zjednoczonego poparcia rządu Millera w negocjacjach, "bo nie może być tak, żeby 40% Polaków pracujących w rolnictwie miało być wyłączonych z dobrodziejstw Unii" Tak powiedział - DOBRODZIEJSTW!!! Ba, w tym kontekście pokazano nawet posła LPR Janowskiego, wycinając oczywiście to, co rzeczywiście powiedział - że cała ta sprawa to jeden kant, i nie ma co z UE w ogóle gadać. Pokazano tylko, że nie spodobały mu się propozycje Unii! No ale przecież dzisiaj jesteśmy zjednoczeni w ich krytykowaniu, dając tym poparcie dla rządu Millera, który tez krytykuje. Cyrk na bazarze! Luuudzie!
Wszyscy uwierzyli kanciarzowi, i kantowani od lat, kłócą się wciąż o to, co od kanciarza dostaną. I dzielą tę forsę zapominając, że w grze "w trzy karty" zarabia jedynie kanciarz.
Kanciarz, który od dawna wrzeszczy Polakom "Luuudzie, zwariowałem, za darmo pieniądze rozdaję!!!", czyli Komissar Günter Verheugen uniósł się nieco, i powiedział, że początkowo to żadnej forsy nie było, więc cieszcie się z tego, co wam dajemy (stała zaśpiewka "naszych komentatorów i specjalistów" w mediach). I zakończył czymś w rodzaju "jak się wam nie podoba, to nie dostaniecie nic!". (Wiele bym dał za to, aby zobaczyć w tym momencie naszych przerażonych negocjatorów siadających na podwiniętych pod siebie ze strachu ogonach, i kładących po sobie uszy!). Komissar delikatnie nie wspomniał oczywiście, że owe dyskutowane dzisiaj 40 miliardów istnieją tylko w powietrzu, i ich losy zależą jeszcze w dużym stopniu od rozmów pomiędzy innymi członkami UE, którzy wcale tacy chętni do wypłaty nie są. Nic dziwnego, są naciskani przez swoich obywateli, a szczególnie rolników, czujących, że cała ta forsa zebrana będzie z obywateli poprzez podniesienie podatków lub cen, czy najprawdopodobniej - jednych i drugich.
Żałosne, aby nie powiedzieć tragiczne, są wypowiedzi niektórych polskich, entuzjastycznie nastawionych do UE rolników. Pazernie patrząc na obiecane 1500 złotych rocznie, chcą widzieć jak najszybciej całość (pisana na wodzie fortuna w wysokości 6000 złotych rocznie). Zapominając zupełnie o tym, że warunkiem jakichkolwiek "dopłat" do rolnictwa, jest jego tak zwana restrukturyzacja, czyli mówiąc językiem normalnym - wyrzucenie z polskiej wsi milionów rolników na bruk. Włączając w to również tych gardłujących dzisiaj za UE "entuzjastów". Co byłoby jakąś sprawiedliwością, bo rolnik czekający na mannę z nieba, to nie rolnik. Fakt, obiecuje się dzisiaj jakieś pieniądze na "dostosowanie" wyrzuconych do nowych warunków, zapewnienie im pracy w ...no właśnie, gdzie? - przy 20 procentowym bezrobociu? No i czy kto kiedy widział, żeby pieniądze przeznaczone na tworzenie miejsc pracy stworzyły jakieś konkretne miejsca pracy? Owszem, zwiększały ilość biurokratów i "ekspertów". Dla bezrobotnych nie pozostawało już nic.
Jedyną dzisiaj szansą dla rolników i wszystkich Polaków, jest wzięcie spraw polskich w swoje ręce. Odrzucenie unijnych sprzedawców "wspaniałego olejku z węża na reumatyzm", odrzucenie "polskich" sprzedawców Polski, i wzięcie się do roboty w naszym własnym kraju.
Słuchanie bazarowych kanciarzy kończy się zawsze tak samo - obiecują nam złote góry i obrabiają nas z forsy - co do grosza. A kiedy ktoś zwróci się do kanciarza, że go wykantował, ten odpowie bezczelnie - A KTO CI KAZAŁ GRAC???
Zbigniew Łabędzki
31 stycznia, 2002.