Ojczyzna.pl  

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski

Prywatyzacja, uwłaszczanie nomenklatury

 

                                   Prywatyzacja i uwłaszczanie nomenklatury w Rosji było kradzieżą mienia państwowego znacznie większego niż polski majątek narodowy. Jednoosobowe spółki członków nomenklatury ze skarbem państwa były początkową metodą w latach osiemdziesiątych uwłaszczania partyjnej nomenklatury. Tego rodzaju proces później wyłonił w Rosji "oligarchów."

Chrystia Freeland napisała książkę: "Wyprzedaż Wieku: Zawrotny Przeskok Od Komunizmu Do Kapitalizmu (Sale of the Century...)." Książka ta słusznie krytykuje fałszywe porównywanie bogaczy wyrosłych z nomenklatury z amerykańskimi tak zwanymi "robber barons," którzy w nieuczciwy sposób dorobili się kolosalnych fortun w 19-tym wieku, kosztem społeczeństwa amerykańskiego w stylu powiedzonka że "pierwszy milion trzeba sobie ukraść."  Amerykę ratowało to, że monopole tych nowobogackich kapitalistów były w dużej mierze zawłaszczaniem zasobów naturalnych dziewiczego kontynentu, do których to zasobów jednak włożyli swoja ciężką pracę i inteligencję.

Natomiast w krajach postkomunistycznych państwo przekazało już istniejące i funkcjonujące przedsiębiorstwa członkom nomenklatury, takim jak na przykład małżeństwo Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich, którzy miedzy innymi wykorzystali państwową firmę ubezpieczeniową "Polisa." Małżeństwo to jest przykładem zdobywania fortuny przez polityczne powiązania raczej, niż przez zdolności i przedsiębiorczość gospodarcza, właśnie tak, jak to opisała pani Freeland.

Faktem jest, że imperium sowieckie wymagało, aby każdy minister lub dygnitarz partyjny w krajach satelickich był członkiem służb specjalnych rządu w Moskwie. Taki stan rzeczy był podstawą istnienia imperium sowieckiego. W całym byłym imperium sowieckim włącznie z byłymi państwami satelickimi, w przetargach mienia narodowego, znacznie ważniejsze były powiązania polityczne niż wysokość oferowanej ceny kupna. Tak na przykład w Rosji, Mihaił Chodorkowski, zasłużony działacz Komsomołu, nie tylko używał funduszów banku państwowego żeby finansować swoje transakcje, ale w dodatku wcale nie musiał przelicytować na przetargu ofert innych ludzi, żeby dostać za bezcen lwią część rosyjskiego przemysłu naftowego. Jednym słowem, za publiczne pieniądze kupił dla siebie kolosalny majątek płacąc jedną siedemdziesiątą wartości rynkowej nabytych przez niego posiadłości.

Wartość firmy Agora Adama Michnika, polskiego oligarchy prasowego, prasa amerykańska ocenia na ponad pół miliarda dolarów. Fortuna ta powstała w dużej mierze przez wykorzystanie przez Michnika ruchu społecznego "Solidarność," którego logo Michnik sobie zawłaszczył do momentu, kiedy stracił to logo wyrokiem sądu. Michnik dostał drukarnię od komunizującego paryskiego "Le Monde" jako znany obrońca socjalizmu, a równocześnie działacz "Solidarności." Za te bardzo wartościowe i strategicznie bardzo istotne na rynku prasowym w Polsce urządzenia drukarskie, Michnik nigdy nie zapłacił nikomu. Identyfikując się ze społecznym ruchem "Solidarność" wyrobił sobie niezmienie silną pozycję w polskiej prasie, pretendując do roli arbitra nawet w takich sprawach jak kultura czy religia. Natomiast oligarchą wydawnictw pornograficznych i plugawych w Polsce został były rzecznik prasowy marionetkowego rządu generała Jaruzelskiego, Jerzy Urban. Fortuny obu tych polskich "oligarchów" prasowych są małym odzwierciedleniem fortun oligarchów posowieckich, którzy nota bene są również przeważnie pochodzenia żydowskiego.

Znacznie większą fortunę w centrum byłego imperium sowieckiego zdobył Borys Berezovsky, którego amerykańskie pismo ekonomiczne "Forbes" nazywa "ojcem chrzestnym Kremla." Jego afery prześcigają wielokrotnie "Wyborczo-rzadową Rywingate."  Pozorna "prywatyzacja" lub "ersatz-prywatyzacja" państwowych przedsiębiorstw nie była niczym więcej jak bezprawnym przekazaniem dóbr społecznych przez pokomunistyczny aparat władzy w prywatne posiadanie członków nomenklatury, tak oficjalnych jak i ukrytych.

Logicznym rozwiązaniem dylematu "oligarchów" i wzbogacenia się przez nich mieniem  narodowym jest dokładne i uczciwe sprawdzenie wszystkich transakcji prywatyzacyjnych, jak i podanie wyników rygorystycznych sprawdzianów do wiadomości publicznej. Dokonanie praworządnej rewizji kontraktów prywatyzacyjnych leży w interesie uzdrowienia polskiej gospodarki narodowej.

Odpowiednie konsekwencje prawne korupcji związanej z transakcjami prywatyzacyjnymi są konieczne dla zdrowia moralnego społeczeństwa polskiego. Brak takich konsekwencji jest głównym źródłem demoralizacji w Polsce.

 

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski
25.02.2004