Jerzy Przystawa 

 

Polska na drodze do społecznej i politycznej katastrofy 

 

 

Streszczenie

 

        Najbardziej rozpowszechnionym wizerunkiem Polski jest przedstawianie jej jako przykładu wyjątkowo udanej transformacji z kraju komunistycznego, całkowicie podporządkowanego Sowietom, w wolny i niepodległy kraj o kapitalistycznej gospodarce wolnorynkowej. W rzeczywistości, to historyczne zwycięstwo Polski nad jej odwiecznym wrogiem okazało się być zwycięstwem pyrrusowym, w wyniku którego status sowieckiego wasala, jakim była PRL, zamieniony został na status kraju kolonialnego, całkowicie uzależnionego zewnętrznie, zarówno pod względem politycznym, jak i ekonomicznym. W ciągu minionych 13 lat naród polski systematycznie traci jakikolwiek zakres suwerenności politycznej i gospodarczej. Na domiar złego, dosłownie z dnia na dzień, coraz większa część majątku narodowego nieodwołalnie przechodzi w obce ręce, przede wszystkim niemieckie. Proces ten wykazuje wszelkie podobieństwa do procesu w jaki Niemcy Zachodnie przejęły NRD. Jednakże, aczkolwiek kapitał niemiecki i niemieckie wpływy polityczne dominują na całym obszarze Wschodniej i Centralnej Europy, to ten proces jest szczególnie groźny dla Polski. Ta wyjątkowa sytuacja wynika z faktu, że jedną trzecią terytorium Polski stanowią dawne ziemie niemieckie. Pomimo tego, że od zakończenia II Wojny Światowej upłynęło już ponad pół wieku, Niemcy wciąż dopominają się o swoją utraconą własność i ubiegają się o międzynarodowe uznanie ich praw do tej własności. Dlatego najbardziej realistyczną i prawdopodobną wizją przyszłości Polski, bez względu na to czy oficjalnie wejdzie do struktur Unii Europejskiej czy pozostanie poza nimi, jest status środkowoeuropejskiego pseudoprotektoratu, całkowicie uzależnionego politycznie i gospodarczo, w ogromnym stopniu wywłaszczonego, z majątkiem narodowym przejętym przez obce ręce. Taki wynik historycznej transformacji będzie katastrofą dla Polski, ale będzie także groźny dla całej Europy i stabilności europejskiej. Jedynym sposobem zapobieżenia takiemu rozwojowi wydarzeń byłaby radykalna zmiana systemu wyborczego do parlamentu, która dałaby Polakom szansę wyłonienia jej własnej i patriotycznie myślącej elity.

 

 

O jakiej katastrofie mowa?

 

        Aby wyjaśnić o jaką katastrofę chodzi posłużę się porównaniami historycznymi. Co najmniej dwukrotnie w naszej narodowej historii mówimy o wielkiej katastrofie dziejowej, która spadła na nasz naród i nasze państwo. Pierwsza z nich miała miejsce pod koniec wieku XVIII, kiedy trzy sąsiadujące z Polską mocarstwa, Rosja, Prusy i Austro-Węgry dokonały rozbioru Polski i kraj nasz, na 123 lata, został wymazany z map Europy i świata (zob. Mapa 1).

 

        Czy to była katastrofa? Dla postronnego obserwatora życie ludzi biegło zwykłym torem: zawierano małżeństwa, przychodziły na świat dzieci, a potem chodziły do szkół, w sklepach handlowano, w fabrykach produkowano, najróżniejsze interesy kwitły jak gdyby nigdy nic. Jedni się bogacili, drudzy biednieli – tak wygląda życie pod każdą szerokością geograficzną. Zabór rosyjski, który po Kongresie Wiedeńskim przyjął nazwę Królestwa Kongresowego, z carem koronowanym na króla polskiego, cieszył się szeroką autonomią, posiadał własny rząd, wojsko i najróżniejsze formy administracji. W rzeczy samej, Królestwo Kongresowe stanowiło bodajże najbogatszą prowincję imperium, a car sam często pożyczał pieniądze u polskich magnatów i powoływał ich nawet na najwyższe urzędy państwowe. Królestwo było również pomostem do nowoczesności, o stosunkowo wysokim stopniu uprzemysłowienia. Przed Rewolucją Bolszewicką w armii carskiej służyło ok. 120 polskich generałów, zajmując najwyższe stanowiska dowódcze z wyjątkiem stanowiska Naczelnego Wodza.

 

        Sytuacja w zaborze austriackim, w tzw. Królestwie Galicji i Lodomerii, przedstawiała się lepiej. Galicja miała własny parlament, demokratyczne wybory, autonomiczny rząd, a Polacy powoływani byli nawet na stanowisko premiera Austro-Węgier. Polskie uniwersytety w Krakowie i Lwowie cieszyły się wysokim prestiżem, Lwów i Kraków słynęły z urody i dobrobytu, a kultura polska rozwijała się swobodnie.

 

        Także życie w zaborze pruskim posiadało wiele cech normalności. Polacy cieszyli się autonomią, wybierali swoich posłów do parlamentu w Berlinie, rozwijała się przedsiębiorczość, ziemie polskie, urodzajne i dobrze zagospodarowane, produkowały żywność dla całego państwa.

 

        Pomimo znamion normalności, cały ten okres był zawsze uważany przez Polaków za ponury czas nieszczęścia i katastrofy narodowej. Polacy, wychowani w tradycji umiłowania wolności, zawsze uznawali te lata za okres niewolnictwa i poddaństwa i nigdy nie zaprzestali buntować się ani nie porzucili nadziei zerwania łańcuchów. I gdy tylko pojawiła się szansa na wyzwolenie z niewoli, zbrojnym wysiłkiem podjęli walkę i odzyskali swoje wymarzone, wolne i niepodległe państwo.

 

        Druga największa katastrofa w naszych dziejach rozpoczęła się od Paktu Ribbentrop-Mołotow, który otworzył drogę do napaści na Polskę 1 września 1939 roku, a w konsekwencji do okupacji i podziału Polski pomiędzy Niemcy i Związek Sowiecki (zob. Mapa 2). Kiedy zakończyła się II Wojna Światowa, Polska, pomimo ogromnego wkładu w zwycięstwo Aliantów, okazała się być największym przegranym tej wojny. W liczbie ludności Polska straciła jedną szóstą całej populacji, miasta i wsie zniszczono, ponad połowę jej przedwojennego terytorium włączono do Związku Sowieckiego i utracono na zawsze. Około 5 milionów obywateli polskich, ocalałych na Wschodzie z pożogi wojennej, zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów i przesiedlenia na tzw. Ziemie Odzyskane, które od wieków należały do Niemiec. Dla skompensowania utraty wschodnich prowincji Polacy otrzymali w prezencie część Niemiec i te ziemie stanowią dziś ok. jednej trzeciej całego terytorium państwa. Jednakże największym nieszczęściem była utrata własnego państwa, utrata niepodległości. Polska, najpierw okupowana a następnie rządzona przez rządy moskiewskich marionetek, stała się wasalem Związku Sowieckiego, krajem całkowicie zależnym i podporządkowanym rozkazom z Kremla.

 

        Ale czy to była katastrofa? Życie codzienne, jakkolwiek trudne i inne, biegło swoim torem, dzieci się rodziły i chodziły do szkół, fabryki produkowały różne użyteczne dobra, rolnicy uprawiali pola i dostarczali żywności. Ja chodziłem do szkoły, następnie na studia uniwersyteckie, nawet zostałem profesorem, moje dzieci wysyłałem do szkół, wyrosły na całkiem zdrowych i niegłupich ludzi. Jakaż to więc była katastrofa? Cudzoziemcy, odwiedzający nasz kraj uważali Polskę za kraj całkiem normalny, jak wiele innych, może trochę biedniejszy i bardziej technicznie zacofany niż kraje Europy Zachodniej, ale z drugiej strony dużo bogatszy i bardziej rozwinięty niż, na przykład, jej sowiecki suweren. Istniało powiedzenie, że „Polska to najweselszy barak w całym sowieckim obozie”. I rzeczywiście, przeciętny poziom życia w Polsce był dużo wyższy niż w Sowietach, a zakres swobód osobistych był nieporównywalny z żadnym z krajów sowieckiego imperium.

 

        Pomimo takiej pozycji, przez cały okres sowieckiego panowania, modliliśmy się i śpiewali w kościołach: „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie!” I nigdy, pomimo niesłychanego wysiłku propagandowego i „edukacyjnego” ze strony komunistycznej władzy i jej pachołków my, zdecydowana większość Polaków, nigdy nie pogodziliśmy się z tą sytuacją i nie wyrzekliśmy się naszego – zapewne romantycznego i anachronicznego – pragnienia wolności i posiadania swojego, wolnego i niepodległego państwa.

 

        Rok 1989 to początek cudownej transformacji. Sowieci zdecydowali się wypuścić Polskę ze swoich łap, nawet wycofać wojska i pozwolić Polsce, podobnie jak i innym swoim wasalom, pójść własną drogą. Pokojowe i bezkrwawe wycofanie się Sowietów zostało proklamowane po całym świecie jako niesłychane zwycięstwo Polaków nad komunizmem i zadeklarowano, że odtąd Polska jest już wolna i niepodległa. Tę deklarację uważa się nadal za obowiązującą. Jednym z najświeższych dowodów prawdziwości takiego stwierdzenia może być ostatnia wizyta Ojca Świętego do jego ojczyzny. Według realistycznych szacunków, na krakowskich Błoniach zgromadziło się ponad 2,5 miliona pielgrzymów – prawdopodobnie największy tłum jaki kroniki światowe odnotowały – kolejne miliony oglądały to spotkanie na ekranie telewizyjnym. Wszystkim słuchaczom i widzom, ten Król Królów Polskich oświadczył, że uważa Polskę za kraj wolny i niepodległy.

 

        Pojawiają się jednakże poważne wątpliwości co do prawdziwego znaczenia takich deklaracji. W jakim sensie Polskę można uważać za kraj niepodległy i suwerenny? Jeśli mówimy o polityce zagranicznej, to widzimy, że rząd polski czyni wszystko zgodnie z życzeniami, jeśli nawet nie zgodnie z rozkazami, jego zachodnich sojuszników. Nie jest znane ani jedno posunięcie naszego rządu, które nie byłoby dokonane w pełnej zgodzie z Komisją Europejską, albo wbrew życzeniom wyrażanym przez Waszyngton czy Berlin. Z militarnego punktu widzenia trudno powiedzieć, że Polska dysponuje jeszcze własnym wojskiem. Polski personel wojskowy, który w roku 1989 liczył 412 tysięcy, został zredukowany do 177 tysięcy w roku 2000. Daje to ok. 4,7 żołnierza na 1000 mieszkańców, a więc liczbę dużo poniżej średniej w krajach Unii Europejskiej. Polskie siły zbrojne znajdują się dzisiaj w strukturach NATO, całkowicie uzależnione, pod względem uzbrojenia, zaopatrzenia i dowodzenia od natowskich dowódców. To jest dokładna replika sytuacji, która miała miejsce przez poprzednie półwiecze, z tą różnicą, że rozkazy nie przychodziły z Zachodu tylko ze Wschodu, a w miejsce NATO mieliśmy Pakt Warszawski. No i jeszcze jedna ważna różnica: broń i amunicja były głównie produkowane w Polsce i Polska nawet eksportowała je do innych krajów. Jest zapewne prawdą, że jakość tego uzbrojenia była niższa niż broni produkowanej na Zachodzie, ale jak długo tę broń można było eksportować, sprzedawać i skutecznie używać, to wolno mieć wątpliwości czy owa zmiana dokonała się z korzyścią dla Polski. Oczywiście, można argumentować, że armia zawsze powinna dysponować bronią najwyższej jakości, a wobec tego polskie wojsko jest obecnie lepiej wyposażone i przygotowane do ewentualnej walki. Możliwe. Jest jednak rzeczą bardziej pewną, że gdyby, z jakiegoś powodu, nasi zachodni partnerzy zdecydowali się nagle zaprzestać zaopatrywania Wojska Polskiego w broń i amunicję, to nasze wojsko do niczego by się nie nadawało. A już zupełnie niewątpliwym efektem tej zamiany jest fakt, że Polska, poprzednio producent i eksporter broni, obecnie zmuszona jest importować broń, amunicję, czołgi i samoloty, że szereg zakładów zbrojeniowych trzeba było zamknąć, a tysiące wysokokwalifikowanych robotników, techników i inżynierów, straciło pracę.

 

        We współczesnym świecie idee suwerenności i niezależności narodowej i państwowej nie wydają się być specjalnie popularne. Dzisiaj tylko niewiele krajów przyznaje się otwarcie, że cenią takie staromodne koncepcje. Przypuszczam, że bez ryzyka popełnienia większego błędu można wymienić kilka z nich: Stany Zjednoczone, Rosję, Chiny, Szwajcarię, może Norwegię, Iran, mieszkańców Palestyny. Z całą pewnością ta koncepcja nie jest popularna w Europie, a już na pewno nie wśród krajów aspirujących do wstąpienia do Unii Europejskiej. Bez przerwy powtarza się nam, że przehandlowanie naszej narodowej suwerenności i niepodległości za inne wartości to świetny interes. Jakie są te wartości, dla których warto zrezygnować z suwerenności? W Polsce mówi się nam, że są to; (1) bezpieczeństwo narodowe i (2) dobrobyt i rozwój gospodarczy.

 

        Tak się składa, że oferowane nam dzisiaj wartości są dokładnie takie same jak te, które Polakom oferował Związek Sowiecki przez całą drugą połowę XX wieku. Różnica sprowadza się do tego, że handlarze naszą suwerennością tłumaczą nam, że przedtem oferta była fałszywa, że zostaliśmy oszukani, natomiast dzisiaj jest autentyczna, dobra i realna. Wiarygodności tej oferty ma dowodzić fakt, że poprzednio Polska była krajem bogatszym i bardziej rozwiniętym od sowieckiego patrona, podczas gdy teraz jesteśmy biedniejsi i bardziej zacofani, a oferta pochodzi od tych, którzy są bogaci i na wyższym poziomie cywilizacyjnym. Przedtem nasz kraj był wyzyskiwany, a teraz mamy być subsydiowani i wspomagani na wszelkie możliwe sposoby.

 

        Dlatego, aby właściwie ocenić wartość tej oferty handlowej powinniśmy przyjrzeć się starannie ekonomicznym danym i zobaczyć jakiego postępu dokonaliśmy w ciągu minionych 13 lat. Wszystkie liczby, jakie zostaną tu przytoczone pochodzą z porównania danych zawartych w oficjalnych, urzędowych rocznikach statystycznych z roku 2001 i 1989. Po 12 latach nieustannego rozwoju i postępu, przy udziale tysięcy zachodnich specjalistów i doradców akredytowanych przy każdym ministerstwie i departamencie polskiego rządu, w warunkach nieprzerwanej pomocy i finansowaniu najróżniejszych projektów ze strony Unii Europejskiej, oficjalne rządowe statystyki ukazują systematyczny i bezlitosny upadek naszej gospodarki narodowej.

 

 

Upadek rolnictwa

 

        W ciągu całej swojej historii Polska była producentem żywności, eksporterem zbóż i innych produktów rolniczych. Żywnościowe bogactwo Polski stało się zapewne główną przyczyną licznych wojen toczonych na naszych ziemiach. Na przykład Hitler, uzasadniał inwazję Polski tym, że jego ludzie mieli uzyskać w Polsce Lebensraum i dlatego nakazał tysiącom jego rolników opuścić swoje ubogie gospodarstwa, przenieść się i osiedlić na zdobytych polskich ziemiach, aby tam produkować więcej żywności dla potrzeb Herrenvolk’u.

 

        Jeśli przyjrzymy się liczbom ilustrującym produkcję rolniczą w Polsce, to w ciągu tych lat cudownej transformacji zanotujemy upadek we wszystkich rodzajach produkcji, od 92% spadku w hodowli owiec, poprzez 63% spadku połowu ryb, 43% spadku pogłowia bydła, 30% spadku w produkcji zbóż i mleka, 21% w produkcji ziemniaków po 5% spadku w produkcji drobiu.

 

 

 

Spadek produkcji rolniczej

 

PRODUKT

1989

2000

Spadek

Zboża (tys. ton)

26.958

18.860

30%

Pszenica

8.462

8.241

2,6%

Żyto

6.216

5.292

15%

Jęczmień

3.909

3.259

17%

Owies

2.185

1.467

33%

Ziemniaki

34.390

27.329

21%

Buraki cukrowe

14.374

12.614

12%

Bydło (w tys.)

10.733

6.083

43,3%

Świnie

18.835

17.122

9,1%

Owce

4.409

362

92%

Kury

51.037

48.274

5,4%

Ryby morskie (tys. ton)

531

200,1

62,5%

Mleko krowie (tys. litrów)

15.926

11.494

28%

 

Źródło: Mały Rocznik Statystyczny Polska 2001

 

 

        Unia Europejska domaga się dalszego ograniczenia produkcji rolniczej. W ciągu ostatnich tygodni, po żniwach, Polacy mieli okazję obserwować na drogach i na ekranach telewizorów dramatyczne i patetyczne sceny, gdzie polscy rolnicy, z przyczepami załadowanymi zbożem, zmuszeni są beznadziejnie tkwić w wielokilometrowych kolejkach, przez szereg kolejnych dni i nocy, oczekując, że może ktoś odkupi od nich owoce ich ciężkiej pracy. W efekcie dowiadują się, że nic z tego, magazyny zbożowe są przepełnione, nie ma już więcej miejsca, mogą iść i zrobić z własnym zbożem, co im się podoba.

 

        W języku bardziej eleganckim tłumaczy się im, że wyprodukowane przez nich zboże jest za drogie. Taniej można kupić poza Polską, przede wszystkim w krajach Unii Europejskiej. I faktycznie, polski rząd zobowiązał się już wcześniej do importu milionów ton zboża od europejskich dobroczyńców.

 

        O co tu chodzi? Dlaczego tak się dzieje? Czy dramatyczny spadek produkcji rolniczej w Polsce jest przejawem jakiegoś typowego, ogólnoświatowego zjawiska? Czy zapotrzebowanie na żywność spadło w ciągu ostatnich 12 lat? Czy obecnie, na świecie, ludzie potrzebują i jedzą mniej i dlatego jest dzisiaj mniejsze zapotrzebowanie na rolników i owoce ich pracy?

 

        Odpowiedź na wszystkie te pytania jest identyczna: NIE. Zarówno Unia Europejska, jak i producenci żywności poza Unią produkują więcej żywności i zapotrzebowanie na żywność nieustannie wzrasta.

 

 

Wzrost produkcji rolniczej na świecie

 

Produkt

1989-1990

2000

Wzrost

Pszenica

559.076 mln t.

583.634

4,4%

Ziemniaki

265.903

299.332

10,7%

Bydło

1.294 mln

1.338 mln

3,4%

Świnie

858 mln

913 mln

6,4%

Mięso

178.592 mln t.

216.201

21%

Mleko

474.035 mln l.

480.659

1,2%

Ryby morskie

85.511 mln t.

86.299

9,2%

 

Źródło: Mały rocznik statystyczny 2001

 

 

        Liczby te porównać należy z przyrostem ludności świata. W ciągu ostatniej dekady ludność Ziemi wzrosła z 5.266 milionów do 6.055 milionów. Oznacza to przeszło 15% wzrost liczby mieszkańców naszego globu.

 

        A zatem obraz wyłaniający się z tych liczb jest następujący: Ludność świata w ciągu ostatniej dekady wzrosła o przeszło 15% i o tyle wzrosło zapotrzebowanie na żywność. Światowi producenci żywności, konsekwentnie, zwiększają produkcję, ale nie są w stanie nadążyć za jeszcze szybciej rosnącym popytem. Z roku na rok coraz więcej ludzi potrzebuje żywności i coraz więcej ludzi nie dojada lub wręcz głoduje. W tym samym czasie Polska, tradycyjny, odwieczny, wydajny producent żywności, zmuszona jest, w wyniku negocjacji z UE, systematycznie ograniczać produkcję rolną i z roku na rok wytwarzać tej żywności mniej.

 

        Obserwując dramat polskich rolników, beznadziejnie oczekujących w wielodniowych kolejkach przed punktami skupu zboża, w prostolinijnych, ale sprytnych głowach postronnych obserwatorów zrodził się błyskotliwy pomysł: jeśli Polska jest zobowiązana do zakupu zboża z krajów Unii Europejskiej, podczas gdy magazyny zbożowe w Polsce są wypełnione po brzegi i nie ma gdzie tego nowego zboża pomieścić, dlaczego by nie stać się dobroczyńcą głodujących na różnych kontynentach i po prostu podarować im zboże, które nam tylko zawadza? W prosty i pomysłowy sposób opróżnilibyśmy przepełnione silosy, sprawilibyśmy uciechę rozeźlonym rolnikom i wszyscy byliby szczęśliwi?

 

        Ten wspaniały pomysł zwrócił nawet uwagę Ojca Świętego, który pochwalił go w przemówieniu na krakowskich Błoniach, w obecności bez mała 3 milionów pielgrzymów. Także obecni tam prezydent Rzeczypospolitej i premier Leszek Miller zgodzili się z opinią, że to jest świetny pomysł. Ale z jakiegoś powodu nic się nie dzieje. Naszej oferty dobroczynnej nikt nie przyjął i nikt nie pali się do tego, żeby przejąć nasze rolnicze bogactwo. Nawet nasi europejscy dobroczyńcy z UE jakoś nie kwapią się wcale, żeby przejąć ofiarowane hojną ręką polskie zboże i przekazać je głodującym ludom Afryki czy Azji. Zamiast tego wolą nadal pompować zboże do Polski. Pacta sunt servanda. Umowy to rzecz święta. Skoro Polska zgodziła się zaimportować zboże z UE to umowa zobowiązuje. Głodujący Afrykańczycy czy Azjaci, tak jak i wściekli polscy rolnicy nikogo tak bardzo nie obchodzą.

 

        Trochę mniej przejrzyście przestawia się sytuacja w polskim przemyśle.

 

        Z danych zawartych w rocznikach statystycznych wyłania się nieustanny wzrost, podobnie jak wzrost Produktu Krajowego Brutto. Trzeba więc tym danym statystycznym przyjrzeć się nieco dokładniej.

 

        Rozważmy, dla przykładu, sprawę przemysłu motoryzacyjnego i produkcję samochodów osobowych.

 

        Jeśli sięgniemy do Rocznika Statystycznego z roku 1991, znajdziemy tam informację, że w roku 1989 Polska produkowała 266 tysięcy samochodów osobowych rocznie. Rocznik Statystyczny 2001 podaje, że w roku 2000 Polska wyprodukowała 533 tysiące samochodów osobowych! Z porównania tych liczb wynikałoby, że w Polsce nastąpił niewyobrażalny wręcz przyrost produkcji samochodów o przeszło 100%! To jest dopiero dynamika wzrostu, skuteczność i wydajność!

 

        Bliższe przeanalizowanie tych danych prowadzi do nieco innych wniosków. Przede wszystkim musimy zauważyć, że chodzi tu o zupełnie inną produkcję. W roku 1989 produkowane w Polsce samochody, to były polskie samochody, zaprojektowane i wykonane przez polskich inżynierów, techników i robotników. Każdy z wyprodukowanych wtedy samochodów stanowił wkład do naszego narodowego majątku. Tych samochodów już się nie produkuje. Wszystkie fabryki samochodowe w Polsce zostały przejęte przez obce firmy i wytwarzają teraz zupełnie inne samochody, które nie są już polską własnością. Fabryki samochodów w Polsce są dzisiaj własnością Koreańczyków, Włochów i kogo tam jeszcze, są one zaprojektowane w każdym szczególe przez obcych inżynierów, a Polska dostarcza tylko siłę roboczą, która jedynie te samochody składa i montuje. Mamy teraz fabryki samochodowe, których właścicielami są niemieckie koncerny Volkswagen, japońska Toyota, włoski Fiat itp. Nie ma nawet pewności, że Polska pobiera chociażby tylko podatek od tej produkcji, ponieważ „zagraniczni inwestorzy” są zwykle zwolnieni od podatku przez szereg lat. Parę miesięcy temu, zamknięte zostały zakłady samochodowe w Nysie, przejęte przez koncern Daewoo. Około 1000 robotników znalazło się na bruku, bez jakiejkolwiek zapłaty czy rekompensaty. Tereny tych zakładów, budynki, hale produkcyjne, maszyny, wszystko to przejęli na własność Koreańczycy w sprytnym procesie „prywatyzacji”. Z chwilą gdy koncern Daewoo ogłosił upadłość, polscy robotnicy, niegdyś dumni właściciele zakładu, pozostali z pustymi rękoma, bez środków do życia i bez żadnych widoków na zatrudnienie w tym regionie.

 

        Podobną analizę możemy przeprowadzić w odniesieniu np. do produkcji telewizorów, radioodbiorników itp. W roku 1989 Polska wyprodukowała 2.523.000 telewizorów. W roku 2000 liczba wzrosła do 6.256.000! Wzrost produkcji o 148%!! Przy tym są to odbiorniki nowoczesne, o wysokim światowym standardzie. I znowu: w 1989 były to polskie telewizory, dzieło polskich konstruktorów i robotników. Ich produkcji zaprzestano. Ponad 6 milionów obecnie produkowanych telewizorów to obca własność, a ich właściciele pewnie nawet nie płacą podatku do kasy polskiego państwa. Prawdopodobnie, jedyne pieniądze jakie Skarb Państwa jest w stanie wycisnąć z tej produkcji to są indywidualne podatki zatrudnionych tam polskich pracowników.

 

        Bardziej jednoznacznie przemawiają liczby dotyczące tych działów produkcji przemysłowej, które wciąż jeszcze pozostały w polskich rękach.

 

Spadek produkcji przemysłowej w Polsce na tle produkcji światowej

(w mln ton)

 

Produkt

1989 2000 Spadek W świecie

Węgiel kamienny

178 103 -42,1% +9%
Stal 15.099 10.540 -30,4% +3,8%
Siarka 4.864 1.480 -69,6% +15,8%
Węgiel brunatny 71,8 59,5 -17,1%  

 

 

 

        Jak z tych danych widzimy, podczas gdy w świecie produkcja podstawowych surowców systematycznie wzrasta, gospodarka polska notuje dramatyczny upadek. I nie są to jakieś drugorzędne liczby wybrane przypadkowo, są to dane dotyczące produkcji głównych surowców przemysłowych. W produkcji węgla kamiennego Polska zajmuje pierwsze miejsce w Europie i siódme w gospodarce światowej; w produkcji siarki Polska zajmowała pierwsze miejsce na świecie, podczas gdy obecnie znalazła się na drugim miejscu w Europie i na trzecim w świecie. W produkcji stali Polska spadła z 13 miejsca na 18 w gospodarce światowej i z 7 na 8 w gospodarce europejskiej.

 

        Przemysł okrętowy był wizytówką polskiej produkcji przemysłowej, z wieloma tysiącami wysokokwalifikowanych robotników i techników-inżynierów, wytwarzając dobra o wysokozaawansowanej technologii. Sławna na świecie Stocznia Gdańska, kolebka „Solidarności”, już od lat jest zamknięta. Druga największa stocznia, Stocznia Szczecińska, znajduje się na krawędzi bankructwa, a stoczniowcy od miesięcy nie otrzymują wynagrodzenia. Od kilku miesięcy stoczniowcy szczecińscy protestują na ulicach Szczecina.

 

        Sytuacja w stoczniach ściśle wiąże się z sytuacją w przemyśle węglowym i stalowym. Odzwierciedleniem tej zależności są liczby dotyczące polskiej floty handlowej:

 

 

Flota handlowa

 

                                                1989                2000                Spadek

 

Statki                                      249                  128                  -48,6%

 

DWT                                       4061                2.551               -37,1%

 

        Niestety, jak się wydaje, te liczby zaczerpnięte z najnowszego rocznika statystycznego nie oddają w pełni upadku polskiego handlu i polskiego przemysłu. W wiadomościach telewizyjnych podanych w dniu 23 września 2002, dowiedzieliśmy, że Polska nie posiada już ani jednego statku handlowego pływającego pod polską banderą, ponieważ ostatni z polskich statków przeszedł właśnie pod obce znaki! Komentatorzy telewizyjni głośno rozważali czy to dobrze dla Polski czy może nie najlepiej? Wiadomo, że baba z wozu koniom lżej, ale ostatni polski okręt handlowy też?

 

        Przy takim upadku rodzimej produkcji przemysłowej jest rzeczą zrozumiałą, że spadło też zapotrzebowanie na polską myśl techniczną i wynalazczość. Typowy obraz przejmowania polskich zakładów przez obcych „inwestorów” przedstawia się następująco: pierwsi tracą pracę inżynierowie i pracownicy laboratoriów badawczych. To proste: jeśli od polskich robotników wymaga się tylko składania i pakowania produktów zaprojektowanych i skonstruowanych gdzie indziej, jakiż może być użytek z polskich laboratoriów badawczych i pracujących tam inżynierów? Dlatego nikogo nie mogą już zdziwić publikowane w Roczniku Statystycznym liczby ilustrujące rozwój polskiej wynalazczości:

 

 

Polskie wynalazki i patenty

 

 

 1989

 2000

 spadek

zgłoszone patenty

 5.294

2.404

-54,6%

przyznane patenty

2.854

939

 -67,1%

 

 

 

Niemcy przejmują polską gospodarkę

 

        W burzliwym okresie przemian, które nastąpiły po roku 1989, przy obowiązującej filozofii, że gospodarka prywatna jest zawsze lepsza i bardziej wydajna od gospodarki państwowej, polskie fabryki i przedsiębiorstwa wystawiono na sprzedaż, a prywatni inwestorzy z całego świata zostali zaproszeni do kupowania i inwestowania w Polsce. Ponieważ Niemcy są najbliższym sąsiadem Polski, a gospodarka niemiecka jest najsilniejszą i najbogatszą w Europie, to nie ma nic dziwnego w tym, że udział Niemiec w gospodarczym rozwoju Polski jest większy niż jakiegokolwiek innego kraju. Tak się jednak składa, że zaangażowanie niemieckie w sprawy polskie wykracza daleko poza jakiekolwiek rozumne proporcje. Aby sobie to uzmysłowić, przyjrzyjmy się bilansowi polskiego handlu zagranicznego.

 

        W ciągu dziesiątków lat komunistycznych rządów w Polsce głównym partnerem polskiego handlu zagranicznego był Związek Sowiecki i jego udział, zarówno w polskim imporcie, jak i eksporcie, wynosił ok. 30%. W ciągu ostatniej dekady rolę tę w całości przejęły Niemcy.

 

 

Główni partnerzy Polski w handlu zagranicznym

 

 

 

Całkowity
w mln USD

Pierwszy partner

Drugi partner

1970

import
export
bilans

3.607,5
3.547,6
-59,9

ZSSR

37,7%

35,3%

NRD

11,1%

9,3%

1980

import
export
bilans

19.089,3
16.996,8
-2.092,5

ZSSR

33,1%

31,2%

NRF

6,7%

8,1%

1992

import
export
bilans

15.912,9
13.186,6
-2.726,3

Niemcy

23,9%

31,4%

Rosja

Holandia

8,5%

6,0%

1995

import
export
bilans

29.049,7
22.894,9
-6.154,8

Niemcy

26,6%

38,3%

Włochy

Holandia

9,4%

5,6%

1999

import
export
bilans

45.911,2
27,407,4
-18.503,8

Niemcy

25,2%

36,1%

Włochy

9,4%

6,5%

2000

import
export
bilans

48.940,2
31.651,3
-17.288,9

Niemcy

23,9%

34,9%

Rosja

Włochy

9,4%

6,3%

 

Źródło: Mały Rocznik Statystyczny Polska 2001

 

 

        Z powyższych danych widzimy wyraźnie, że obraz uległ całkowitej zmianie. W czasach komunistycznych bilans handlu zagranicznego wypadał na korzyść ZSSR, ale różnica była nie wielka. Obecnie, z każdym kolejnym rokiem pogłębia się deficyt w handlu zagranicznym, który kształtuje się na poziomie 20 miliardów USD rocznie, natomiast cała gospodarka polska staje się bardziej uzależniona od gospodarki niemieckiej niż to kiedykolwiek miało miejsce w relacji do Związku Sowieckiego.

 

        Według Kazimierza Poznańskiego, profesora ekonomii na Uniwersytecie Stanu Washington w Seattle (K. Z. Poznański, „Wielki Przekręt. Klęska polskich reform”, 2000, Warszawa) to, co się stało z gospodarką polską w ciągu ostatnich 10 lat daje się porównać tylko z przejęciem gospodarki Niemieckiej Republiki Demokratycznej przez gospodarkę Niemiec Zachodnich. Fabryki polskie, tak jak poprzednie polskie zakłady produkujące samochody, zostały sprzedane za grosze, polskie produkty wyeliminowane z rynku i zastąpione przez towary zachodnie, głównie niemieckie. Niemalże kompletne przejęcie polskiego rynku zostało zabezpieczone i utrwalone przez odpowiednie przejęcie kapitałowe. Prawie 80% polskich banków przeszło w obce ręce i, podobnie jak w handlu, w ponad 30% w ręce niemieckie.

 

 

Sytuacja polska różni się zasadniczo od sytuacji innych krajów postkomunistycznych

 

        Polityczny i gospodarczy podbój Polski przez Niemcy, taki jak wyżej opisaliśmy, na pierwszy rzut oka, może się wydawać analogicznym do agresji jaką kapitał niemiecki wykazuje w stosunku do innych krajów tego regionu, w szczególności na Węgrzech, w Estonii czy nawet w Czechach. Wszędzie tutaj kapitał niemiecki dominuje, niemieckie towary zalewają rynki, niemieccy inwestorzy przejmują lokalne banki, fabryki i przedsiębiorstwa. Podbój jest tym łatwiejszy, że towarzyszy mu wojna propagandowa zalecająca integrację z Unią Europejską i prezentująca oszałamiające perspektywy dobrobytu i wszelkiej pomyślności z nią związane.

 

        Jednakże sytuacja Polski w istotny sposób różni się od sytuacji sąsiadów. Ta inna sytuacja wynika z mapy Polski, jaka ukształtowała się w wyniku II wojny światowej. Ponad połowa przedwojennego terytorium II Rzeczypospolitej została włączona do Związku Sowieckiego. W zamian za straty terytorialne Polska otrzymała 105 tysięcy kilometrów kwadratowych przedwojennych ziem niemieckich. Miliony Polaków z Polskich ziem wschodnich zostało na te tereny „repatriowanych” i osiedlonych. Około 11 milionów Niemców straciło swoje domostwa i ziemie i zostało wygnanych na Zachód. W ten sposób powstała płaszczyzna wiecznego konfliktu pomiędzy Polską i Niemcami, utrzymująca nasze narody w stanie ustawicznej wrogości i podejrzliwości. Była to, niewątpliwie, genialna polityczna koncepcja Stalina, której konsekwencje mogą być katastrofalne dla obu naszych narodów.

 

        Jak długo Związek Sowiecki niepodzielnie panował na tym obszarze, problem ten wydawał się być pod kontrolą. Wszechpotężny i niezwyciężony Związek Sowiecki nie okazywał zainteresowania zmianą sytuacji, a Polacy i Niemcy wydawali się być z takim rozwojem wydarzeń całkowicie pogodzeni. Sytuacja zmieniła się, w sposób dramatyczny, z chwilą upadku Związku Sowieckiego. Dzień po dniu docierają do nas głosy Niemców upominających się o swoją własność. Coraz częściej słyszymy niemieckich polityków, mówiących otwartym tekstem albo tylko implikujących, że problem własności niemieckiej po drugiej stronie Odry wymaga ponownego rozważenia.

 

        Dostrzegamy wiele złowrogich oznak tego niebezpiecznego rozwoju sytuacji. Powyżej przedstawiliśmy jak wygląda ten, wyraźnie widoczny, ekonomiczny i polityczny niemiecki Drang nach Osten. Towarzyszą temu działania mniej rzucające się w oczy. Na obszarze Rzeczypospolitej możemy spotkać niemieckich agentów rozglądających się i oszacowujących tereny, budynki i gospodarstwa, które mogłyby być przejęte i za jaką cenę. Niektórzy z tych agentów działają wprost na zlecenie poprzednich niemieckich właścicieli majątku. Zawierane są tajne, ale prawnie wiążące kontrakty, na mocy których obecni polscy właściciele zobowiązują się do przekazania ich własności, z chwilą wejścia Polski do struktur Unii Europejskiej, niemieckim partnerom. Rząd niemiecki, który nie zgodził się wyrzec tytułu własności do byłych niemieckich terytoriów w granicach III Rzeszy z 1937 roku, pomimo wszystkich spektakularnych gestów „przyjaźni i współpracy” i odpowiednich deklaracji różnych polityków, nadal zachęca ludzi urodzonych na tych ziemiach do przyjmowania niemieckiego obywatelstwa i posiadania niemieckiego paszportu. Mniejszość niemiecka w Polsce systematycznie się rozrasta, wspierana pieniędzmi zarówno ze strony rządu niemieckiego, jak i polskiego, na dodatek wyposażona w przywileje prawne i konstytucyjne. Na podstawie roczników statystycznych trudno ustalić rozmiar tego zjawiska bo, z jakiegoś powodu, nie ma tam danych dotyczących wielkości niemieckiej mniejszości w Polsce. Jednakże w ostatnim roczniku znalazłem dane dające do myślenia. Rocznik Statystyczny 2001 podaje, że w porównaniu do liczby uczniów we wszystkich szkołach w roku szkolnym 1999/2000 i 2000/2001 całkowita liczba uczniów w Polsce zmalała o 2%. Jest to zgodne z sytuacją demograficzną kraju i spadkiem liczby urodzeń. W tym samym czasie jednak liczba uczniów, którzy zadeklarowali, że ich językiem macierzystym jest język niemiecki wzrosła o 9,6%

 

 

Podsumowując:

 

        Polska stoi w przededniu katastrofy nie posiadającej odpowiednika w jej dotychczasowej historii.

 

  1. W rzeczywistości Polska utraciła już polityczną suwerenność i jest całkowicie podporządkowania dyspozycjom zewnętrznym. Głębokość tego podporządkowania jest porównywalna z okresem rządów komunistycznych.

  2. Jednakże, w porównaniu do czasów komunistycznych, proces uzależnienia gospodarczego jest jeszcze większy. Polska została przejęta przez kapitał zagraniczny, głównie niemiecki, i jest obecnie całkowicie uzależniona gospodarczo od ośrodków zewnętrznych. Tak nie było ani w czasach Rozbiorów, ani w czasie rządów komunistycznych.

  3. Na domiar złego nad Polakami wisi realna groźba wywłaszczenia obywateli polskich z ich własności uzyskanej po wojnie na byłych ziemiach niemieckich. Realną perspektywą dla Polski, w strukturach Unii Europejskiej albo poza nimi, jest status unijnego politycznego protektoratu, zdominowanego przez Niemcy.

 

        Taki rozwój sytuacji, tragiczny dla Polski, będzie również groźny i dla całej Europy. W ten sposób wykreowany zostałby duży europejski region stanowiący permanentne źródło kłopotów i niestabilności. Albowiem 40 milionów Polaków z pewnością nie zaakceptuje takiego stanu rzeczy na dłuższa metę.

 

 

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Jak można przeciwstawić się i powstrzymać taki rozwój wypadków?

 

        To, co się zdarzyło w Polsce po roku 1989 nie miałoby miejsca, a przynajmniej nie w takim stopniu, gdyby nie wzięła w tym udziału kompradorska elita polityczna kraju. Ta egoistyczna i zdradziecka elita, w dużym stopniu odziedziczona wprost po upadających strukturach komunistycznych, jest systematycznie reprodukowana i powielana przez system wyborczy, który doskonale służy tym postkomunistycznym elitom. Polska, aby mogła rozwijać się zgodnie z oczekiwaniami obywateli, potrzebuje elity, która byłaby zarówno kompetentna, jak i patriotyczna. Aby taka elita mogła być wygenerowana konieczna jest radykalna zmiana sytemu wyborczego i westminsterski system wyborczy, oparty w całości na jednomandatowych okręgach wyborczych, nadawałby się do tego najlepiej.

 

        Problemy Polski, pomijając specyficzny problem kwestionowanego statusu 1/3 polskiego terytorium, są problemami typowymi dla innych krajów tego regionu. Wszystkie te kraje potrzebują sposobu na wyłonienie własnych elit i pozbycia się kompradorów reprezentujących obce interesy. Wspólnota położenia otwiera perspektywę współpracy międzynarodowej w regionie.

 

        Dalekowzroczni politycy europejscy, jeśli tacy w ogóle istnieją, powinni porzucić politykę fałszywych obietnic i dominacji kolonialnej. Powinni poszukiwać i wspierać działania zmierzające do wzmocnienia, a nie do osłabienia, polskiego państwa i polskiego narodu. Oddziały kompradorów mogą się, na krótką metę, wydawać użyteczne i pożyteczne. Na dłuższą metę nie są w stanie przynieść nic wartościowego dla kraju o 40 milionach obywateli, o tysiącletniej bogatej historii, z wielowiekowymi tradycjami kulturowymi, naukowymi i politycznymi.

 

 

Tekst powyższy został przedstawiony podczas X Kongresu „Mut zur Ethik” w Feldkirch, Austria, 1 września 2002.