Przestroga przed kłamcami.

 

 

           Czas urlopu jest najodpowiedniejszym okresem do chwycenia za książkę. Wpadła mi właśnie w ręce książka Waldemara Łysiaka  „XX Stulecie Kłamców”. I tu znalazłem na czas przedwyborczy ciekawe teksty, które powinny być przestrogą dla moich rodaków, a szczególnie dla młodszego pokolenia uprawnionego już do głosowania. Tym bardziej, że czołowy przedstawiciel komunizmu przebrany w szaty „socjaldemokraty” (do dziś nie rozliczony za wpompowanie moskiewskich pieniędzy w PZPR) tow. Leszek Miller rozpoczyna swe tourne „z przedwyborczym kłamstwem” po Polsce rozpoczynając od Łodzi. Co do pieniędzy moskiewskich były one dla komunistów rodem z PZPR i ich desantu – liberałów z Unii Wolności i z kolei desantu UW – Platformy Obywatelskiej możliwością przejęcia większości masmediów (czytaj środki masowego rażenia) stąd przy odrobinie namysłu wychodzi na jaw, dlaczego społeczeństwo Polskie tak porażone zapomina o zbrodniach PZPR na narodzie i o swym dziedzictwie w cywilizacji chrześcijańskiej.

  

Otóż w rozdziale ósmym Kłamstwo Polityki – Kłamstwo Komunizmu Łysiak pisze m.in.: Miliony młodzieży nie mają o czerwonym terrorze pojęcia, więc tak chętnie (jako elektorat debiutujący) dają się uwodzić miodowym obietnicom postkomunistów. Komuniści zaczęli rządzić zdobytą przez Sowiety Polską w roku 1945. Będąc agentami i lokajami Kremla – zrobili to, co kazał Kreml: wprowadzili siłą sowiecki ład, którego hasłowymi filarami były „demokracja ludowa” (fałszowanie wszystkich wyborów) i „dyktatura proletariatu” (dyktatura nomenklatury partyjnej – brutalny ucisk we wszystkich dziedzinach, od likwidacji wolnego słowa po „upaństwowienie”, „uspołecznienie” i „rekwirowanie”, czyli kradzież prywatnej własności). Albert Camus: „Każda fałszywa idea zaczyna broczyć krwią innych”. Między Bałtykiem, a Tatrami zaczęła broczyć krwią „innych” od razu (mordowanie patriotów, głównie członków AK, NSZ i WIN), i broczyła prawie przez pół stulecia, gdyż nawet lata 80-e zapisały się bestialskim katowaniem więzionych robotników, opozycjonistów (tortury, „ścieżki zdrowia”), strzelaniem do demonstrantów, mordowaniem katolickich księży itp.

  

Dla dzisiejszego młodego człowieka stalinowska martyrologia ojczyzny, cała tamta katownia zwana „Polską Ludową”, wywózka setek tysięcy Polaków na Sybir i do Kazachstanu, cenzura, wieczne „kolejki” sklepowe itp. – to prehistoria. Jak mu uzmysłowić groźbę komunizmu? Może przytoczyć coś nie tak odległego coś z roku urodzenia młodzika? Jeśli ma dziś lat 17 to urodził się A.D. 1983. Czyli jest rówieśnikiem maturzysty Grzegorza Przemyka, którego w 1983 roku warszawska milicja aresztowała, zawiozła na komisariat i bezzwłocznie zatłukła na śmierć, bo był synem opozycjonistki (później skazano na ten mord zupełnie niewinnych ludzi, sanitariuszy pogotowia, torturami zmuszonych do fałszywego przyznania się, co koordynował minister spraw wewnętrznych, gen. Czesław Kiszczak, dzisiaj nietykalny – bezkarny, bo sprzyjający z Adamem Michnikiem). Pod koniec tego samego roku 1983 we wrocławskim Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych pracowano rutynowo – przesłuchiwano malkontentów. Ówczesny oficer SB, Z. Kmietko (dzisiaj szanowany „biznesmen”), zrelacjonował dziennikarzowi jak bito – bito tak, że słychać było „już nie krzyk człowieka, ale wycie zarzynanego zwierzęcia”. I spytał retorycznie: „Widział pan kiedyś osobę bitą po stopach” (1983). Żaden młody człowiek (prócz zwyrodnialców) – ujrzawszy „osobę bitą po stopach” – nie szedłby dziś głosować na „socjaldemokratów”. Maskę socjaldemokratów komuna rodzima przybrała w następstwie „układu okrągłostołowego” notabene wykazując poczucie humoru, bo już Stalin uważał socjaldemokrację za wroga numer jeden („Bić socjaldemokratów każdego dnia”), a PZPR twierdziła oficjalnie, że jej rolą jest „walka z socjaldemokracją, główną agenturą rządów imperialistycznych”. Lecz przefarbowanie zyskało aplauz wiodących nadwiślańskich „moralnych autorytetów”, jak Małachowski, Kuroń (były wódz czerwonego pionierstwa), Michnik (chwalący komunistów jako nowych Prometeuszów!) i Wałęsa (obstawiający na „lewą nogę”). Dzięki temu komunizm polski i jego egzekutywa terrorystyczna (PZPR-SB) zyskały rozgrzeszenie publiczne równające się wybielaniu, a byli PZPR-owcy (Geremek, Balcerowicz itd.) władają Polską ministerialnie nawet wtedy, gdy „wyzwolona” Polska ma przejściowo „antykomunistyczny” rząd.

 

Krakowski filozof, J. Galarowicz: „Skoro komunizm był najbardziej mrocznym i barbarzyńskim systemem w dziejach ludzkości, udawanie, że nic takiego strasznego nie stało się na naszej ziemi w ciągu minionych ponad 40 lat – to jest owa pierwotna postać zła. Bagatelizując zło, jakie po nim zostało i jakie nadal, niczyim złośliwy nowotwór, zżera nasz naród. Jeśli nie było zła, nie ma i winy. Czyż może dziwić, że nie potrafimy się rozliczyć z komunizmem?”.

 

Nie rozliczamy się, bo przeciwko dekomunizacji sprzysięgły się w Polsce zbyt duże siły. Wiceprezydent American Foreign Policy Council, J.M. Waller, informuje na łamach “Washington Times”, że cała polska administracja (centralna i regionalna, polityczna i gospodarcza) jest pod ścisłą kontrolą dawnych SB, KGB i GRU. Sztandarową figurą walki przeciwko „lustracji” i dekomunizacji był od początku Adam Michnik, dysponujący wielką medialną machiną propagandową, w której skład wchodzi nie tylko jego „Gazeta Wyborcza”. A.D. 1983 (wywiad dla „Trybuny” komunistycznej) sformułował główne hasło antyrozliczeniowego boju: „Nie można w kółko żyć obsesją wymierzania sprawiedliwości!”. Zacytowałem mu wówczas jako ripostę zdanie rumuńskiego pisarza P. Gomy, który rzekł: „Nie jestem żądny krwi, ale jeśli ktoś ma krew na rękach, nie można mu tak prosto przebaczyć. Inaczej naprawdę uwierzy, że sprawiedliwość nie istnieje”.

  

Jak ma zaistnieć sprawiedliwość, jeśli ustawa dekomunizacyjna zostaje przez sejm odrzucona (1999) m.in. dlatego, że czołowi „antykomuniści” (liderzy AWS) nie stawiają się na głosowanie lub wstrzymują się od głosu? Jak społeczeństwo (zwłaszcza młodzież) ma uznać potrzebę sprawiedliwości, jeżeli bez przerwy piętnują dekomunizację media, w których roi się od byłych TW (tajnych współpracowników SB)? Nawet Michnikowi wyrwało się  kiedyś (i to piórem), że w podziemnym „Tygodniku Mazowsze” większość (!) redaktorów pracowała dla.... bezpieki czyli wroga. Dawni oficerowie MSW chętnie ujawniają, że dziennikarze są grupą zawodową, w której zwerbowano największą liczbę konfidentów („Gdy znalazł się któryś jeszcze czysty, to biliśmy się między sobą o to, kto ma go werbować”). U krańca XX wieku (10 lat po „upadku komunizmu”, gdy rządzą „antykomuniści”) – polska telewizja państwowa (TVP) jest tak monopolistycznie czerwona, iż przezywa się ją „sztabem wyborczym SLD i Kwaśniewskiego”!... Przy tylu politykach – „socjaldemokratach” maskujących swe renegackie dusze, przy tylu politykach – „antykomunistach”, którzy jak rasowi hipokryci depczą swe przedwyborcze klątwy, i przy tylu prostytuowanych udziałowcach „czwartej władzy” (mediów) – sprawiedliwość jest bez szans.

  

   

Jako katolik nie mogę kończyć takim pesymizmem. Nie wierzmy w żadne TV czy różnej maści prasowe horoskopy, które są socjotechniczną sztuczką, aby nabrać całe rzesze społeczeństwa i odebrać im nadzieję. Dlatego jak jedna rodzina musimy stanąć na wysokości zadania i wybrać przed całkowitym rozbiorem ostatnią -  szansę dla Polski jaką jest Liga Polskich Rodzin.

  

   

Michał Wolnicki