Ojczyzna.pl

  List z Kacetu - do Zosi

Ostatnie uaktualnienie: 26-09-2010     

 

 

Są bóle ludzkie, co okropnie bolą,
Bardziej, niż rozdzierane co dzień własne blizny.
To są bóle narodu, to bóle Ojczyzny
Jedno, co mnie podźwignąć, co pokrzepić może,
I lżejszą czyni mojej niewoli obrożę,
To myśl — myśl jasna, święta, co wznosi się ptakiem,
Że jestem i pozostanę na zawsze Polakiem! —
Że wiary ojców, co śmie patrzeć w oczy hydrze,
Nie zaprę się! — Wróg chyba z sercem   razem   mi   ją
wydrze!

LIST Z KACETU  

Wiersz ten powstał na prośbę więźnia. Poprosił on księdza o ułożenie życzeń imieninowych dla żony. Ks. Z. Ruszczak po otrzymaniu potrzebnych danych spełnił jego prośbę i napisał wiersz.
Był on odczytany na 2 izbie Bloku ,28 w Dachau. Wiersz mógł dotrzeć do żony więźnia, gdyż w tym czasie niektóre komanda je­chały codziennie do Monachium, aby porządkować ulice po bombardowaniu miasta.
Była możliwość wrzucenia listu do skrzynki pocztowej poza obozem. Nr. obozowy księdza: 30306. Listy z obozu więźniowie pisali raz w miesiącu i to tylko po niemiecku i ma specjalnym formularzu.

Zosiu!  - W dniu Twych imienin słów kilka Ci kreślę.
Nie wiem, czy je otrzymasz i kto Ci je prześle,
Bo tysiąc kilometrów i obozu kraty
zamknęły nas w dwa różne i odległe światy.
A polskiej mowy, mowy najdroższej od dziecka,
Nie przepuści za bramę cenzura niemiecka.
Mimo to list ten piszę po polsku i wierzę,
Że znajdzie się ktoś dobry, kto list ten zabierze.
Może człowiek, a może ... może ... anioł złoty,             
Co łączy nas boleścią wzajemnej tęsknoty -
I nocą dom mi miły ukazuje z bliska,
Niebaczny, że ból z serca - łzę z oka wyciska.
Zosiu! - Dziś święto Twego słodkiego imienia,
Piętnasty maja! - Boże! Jakież to wspomnienia
Z wizjami duszy mej dzisiaj się kojarzą!?
Chcę patrzeć w życie nasze ze spokojną twarzą —
Jak człowiek, co już przeszedł przez ból swój i szczęście.
Lecz: Nie! — Kiedy myślę, wnet zaciskam pięście
I bunt mi szarpie nerwy, wściekłość pierś mą zdyma —
I wodzę krwią zaszłymi od gniewu oczyma!
Chciałbym pochwycić noża, drąg żelazny, topór,
I rąbać, rąbać, rąbać choć największy opór.
Zerwać łańcuch, w który mnie zakuły te czarty,
A który wlokę wszędzie za sobą rok czwarty! —
Niemądry! — Czemu drażnię ból, co duszę pali ?!
Zosiu! — Widzę Twe oczy, Twój uśmiech z oddali.
Uśmiech ust, co Ci dał Bóg chyba tylko po to,
By mnie cieszyły swoją najtkliwszą pieszczotą..
- Kiedy te słowa wprost Ci z serca niego piszę,
Zdaje mi się, że głos Twój tuż za sobą słyszę
I czuję, jak w rąk swoich dwa wysmukłe kwiaty
obejmujesz mą szyję. Tak było przed laty,
Kiedy drobiny podarek serca ipamięci
W dniu tym miłości naszej wielki triumf święcił.
Zosiu! — Pod naszym oknem znów bzy białe kwitną
I rzeczka tuż za łąką swą. szarfą błękitną.
Opasuje nasz ogród, w (którym pod drzew cieniem
Renia kołysze Kazia łub uczy się z Heniem.
A gdy się im ukazesz we drzwiach mimochodem,
Biegną do Ciebie, prosząc o chleb biały z miodem,
I Wziąwszy pośród uciech dziecięcych i wrzasku
Bawią się, jak gołąbki białe w słońca blasku.
Wiesz sama, ile miałem ojcowskiej uciechy,
—  W niedzielne popołudnie — błoga chwila święta —
Szliśmy w gaj, a przed nami kroczyły chłopięta.
I dziewczynka taka cała różowa, jak stokrotka,
Niosła na rączkach niby kulę śniegu — swego kotka,
Z którym rozstać się nigdy nie chce bez żałości. Zosiu!  —
To przecież wszystko przedmiot mej miłości!
Nie zmienił bym jej nigdy, nie oddał bym za nic
Prócz Boga, co md zesłał to szczęście bez granic.
Szczęście moje rodzinne, szczęście ciche, błogie:
Szczęście, które nikomu nie wchodziło w drogę'!
— Czasami mnie pytano: Dlaczego wciąż wzrasta?
— Ach! Ono rosło razem z szczęściem wsi i miasta!   
Z dosytem łanów pszennych i sosnowych borów,
Co piękny zapach siały w czas letnich wieczorów,
A rankiem otulone w mgieł sinych opończę,
Szepcąc ciche pacierze, czekały na słońce!
Zosiu! — Może Cię dziwią takie moje słowa.
Wybacz sercu, co chętnie każdy drobiazg chowa.
Ale wierzaj mi, że tu, w obcej stronie świata,
W piekle mąk zadawanych wrażą ręką kata,
Gdzie wśród tysięcy ludzkich są tylko numery,
Gdzie kościste i tępe, jak obuch siekiery
ludzkie cienie dzień cały z kąta w kąt przepędza
Rozpacz i wyjąca po barakach okrutna śmierć-jędza,
Wybacz, że wszystkie swego człowieczeństwa władze
W jeden punkt najtajniejszy, najgłębszy gromadzę,
że zatracam się cały, przestaję być sobą,
A jestem tylko sercem, co płacze przed Tobą.
Płacze, ale nie tylko nad własną niedolą.
—  Zosiu!  —Są bóle ludzkie, co okropnie bolą,
Bardziej, niż rozdzierane co dzień własne blizny.
—  Zosiu! — To są bóle narodu, to bóle Ojczyzny,
Której pierś żywą bagnet rozcina zbrodniczy:
Ból, co mi w uszach całe dni i noce krzyczy!
Zastanów się, a zrozumiesz, dlaczego i po co
W życiu, co nas dziś miażdży bezwzględną przemocą,
Tu — w tym obozie śmierci — pod tym obcym niebem
Przeszłości (Wspomnieniami karmię się, jak chlebem!
Tu człowiek już do siebie więcej nie należy.
Wygnany z domu swego, odarty z odzieży,
W niewolnika kajdanach na rękach i nogach,
Wlokąc   krzyż   swoich  cierpień —   umiera na drogach.
I cóż go w tej męczeńskiej tułaczce pocieszy ?
Gdy pada, kto mu rękę podać się pośpieszy?
Towarzysz! ? — Ach, ten własnej nadmiarem bezsiły
Zwalony, czeka na śmierć na brzegu mogiły.
— Jedno, co mnie podźwignąć, co pokrzepić może,
I lżejszą czyni mojej niewoli obrożę,
To myśl — myśl jasna, święta, co wznosi się ptakiem,
Że jestem i pozostanę na zawsze Polakiem! —
Że wiary ojców, co śmie patrzeć w oczy hydrze,
Nie zaprę się! — Wróg chyba z sercem   razem   mi   ją
wydrze! Bo nie ma takiej siły, co zatrzeć się waży
W duszy mej obraz waszych,  najdroższych mi twarzy;
Obraz naszego domu, szczęścia i przeszłości,
Choćbym — Zosiu — zostawić miał tu swoje kości!
Czas list ten kończyć.   Zosiu!   —   Bądź   zdrowa!   Bądź zdrowa!
Resztę, czego nie mogły wypowiedzieć słowa,
Słowa moje, pisane w bólu i rozterce,
Niech Ci dopowie własnym uderzeniem serce!
Niech Ci dopowie, co mnie tu cieszy i boli —
Zapach bzów pod oknami i poszum topoli,
Co dzieci nasze do snu kołysały nocą — I nas szczęśliwych.  
Wybacz! — Piszę o tym. — Po co?
Niemądry! — Znowu szarpię ból, co duszę pali.
Zosiu! — Widzę Twe oczy — Twój uśmiech z oddali!...

(Dachau, 5.V.1943)

,,Cudem Ocaleni ,,